Podróże

W drodze do Koskinou

~ Na szlaku

Podróże bawią i pozwalają odpocząć, ale każda z nich może też czegoś nas nauczyć. Eksplorując Rodos – grecką wyspę położoną na morzu Egejskim, na nowo odkryłem pewną prawdę często powtarzaną przez trenerów motywacyjnych. Widać wszystkiego trzeba doświadczyć na własnej skórze… 

Koskinou słynie z kolorowych domów i ulic, fot. Adrian Wojtasik

– Idź cały czas prosto – twierdził głos w popularnej aplikacji nawigacyjnej. Był słoneczny dzień, a my od jakiegoś czasu przebywaliśmy na Rodos – jednej z greckich wysp położonej na Morzu Egejskim. Bardzo chcieliśmy iść prosto, jednak drogę torowało nam stare ogrodzenie i dzikie schronisko dla bezpańskich psów. Od kilku godzin staraliśmy się pieszo dotrzeć do wsi Koskinou, której kolorowe domy i malownicze uliczki, widziane wcześniej na zdjęciach w Internecie, urzekły nas od samego początku. Świat wokół nas zdawał się zupełnie bezludny. Idąc asfaltową drogą, mijaliśmy kolejne domy, jednak próżno było szukać Greka, który mógłby nam pomóc. Poprowadzić, wskazać drogę, albo chociaż odwieść od planu dotarcia do najbardziej urokliwej wioski w okolicy. Nic w tym dziwnego, dotkliwy upał nie zachęcał do jakichkolwiek spotkań towarzyskich, a tym bardziej dalekich wędrówek. Nie każdy był przecież tak głupi, by w samo południe, gdy temperatura osiąga 45 st. C., wybrać się w trasę długości kilku kilometrów. My byliśmy, ale z perspektywy czasu wiem, że było warto…

Rajski ogród 

Czy w takiej sytuacji można znaleźć choć cień optymizmu? Jak się okazuje… tak. Pomimo że upał wzmagał się od nagrzanego asfaltu, w trakcie wędrówki bez wytyczonej trasy napotykaliśmy pojedyncze drzewa lub całe skupiska krzewów z najróżniejszymi owocami. Świeże cytryny, pomarańcze i granaty, cudownie słodkie figi zerwane prosto z drzewa… choć kosztowaliśmy ich już wcześniej, teraz smakowały jak prawdziwa ambrozja. Tym bardziej, że kończyła nam się woda. Miał być to przecież krótki spacer do pobliskiej wioski. Trzeba też przyznać, że owoce, tak dobrze znane nam ze sklepowych półek, smakują zupełnie inaczej w miejscu gdzie rosną. Do wtedy myślałem, że jest to tylko mit. Od tamtej pory nie udało mi się jednak spróbować figi, która byłaby tak delikatna, słodka i kwaskowa jednocześnie.

A jednak…

Poddaliśmy się. W końcu ile raz można wchodzić w ślepe uliczki i jak długo słuchać aplikacji, która z czasem zmieniła język na wersję grecką. Do dziś nie wiem jak to możliwe, widać słońce dało się we znaki również nowoczesnej technologii. Postanowiliśmy wrócić do naszego hotelu i resztę dnia spędzić na plaży, jak na „polskich turystów” przystało. Trudno, nie zobaczymy kolorowych uliczek i typowej greckiej wsi. Czas schować pragnienia do kieszeni i pogodzić się z brutalną rzeczywistością. Drogę powrotną znaliśmy całkiem dobrze, bo w jej obrębie krążyliśmy od co najmniej godziny.

Idąc wzdłuż głównej drogi, jednej z nielicznych na całej wyspie, nagle zobaczyliśmy mały znak. Był tak niepozorny, że dostrzeżenie go było prawie niemożliwe. A jednak… napis na nim informował jasno: „KOSKINOU – 3 KM” i strzałka w prawo. Nie było innego wyjścia, jak tylko za nim podążyć. Trzymając jedną butelkę wody w ręku, skręciliśmy więc w prawo.

Cuda się zdarzają 

Jak wielka była nasza radość, gdy po 2 godzinach dotarliśmy do Koskinou. Były to najdłuższe 2 godziny w moim życiu, okupione potem i piekącą skórą. Trud jednak nie poszedł na marne, co więcej został sowicie wynagrodzony. Koskinou to grecka miejscowość położona na rodyjskich wzgórzach. Międzynarodową już sławę przyniosła jej kolorowa architektura ulic. Dominują tu kolory niebieskie i zielone, a na poszczególnych frontach miejscowych domów podziwiać można piękne mozaiki i malunki lokalnych artystów. Całość komponuje się z roślinnością i gwarnymi tawernami. Co ciekawe, nie ma żadnego problemu, by spędzić w Koskinou kilka dni i dłużej cieszyć się tym snem na jawie. Wystarczy tylko skorzystać z bogatej oferty noclegowej w jednym z miejscowych apartamentów. Jest to szczególnie dobre rozwiązanie dla osób, pragnących w 100% wtopić się w grecki świat i choć przez krótką chwilę stać się jego integralną częścią.

Grecka gościnność 

W przypływie radości postanowiliśmy zaglądnąć do jednej z tawern. Biało-niebieskie patio świeciło jeszcze pustkami – trafiliśmy w sam środek poobiedniej sjesty. Zaskoczony właściciel lokalu podał nam jednak karty, a po krótkim czasie postawił przed nami potrawy lokalnej kuchni. To było najlepsze greckie jedzenie, jakiego przyszło mi skosztować w trakcie całego pobytu na wyspie. Lekko podpieczony chleb pita, grillowany ser halloumi, świeże salsy warzywne, w końcu rozpływająca się w ustach wieprzowina i aromatyczna jagnięcina. Całość dopełniał sos tzatziki. Ale to nie wszystko… właściciel tawerny, jak przystało na dobrego gospodarza, podał nam, na koszt firmy, słodką baklave i ouzo – mocny alkohol, w tym przypadku bazujący na migdałach. Nie zbrakło też miłej pogawędki o życiu i polsko-greckiej przyjaźni. Właśnie tak wygląda „grecka gościnność” w praktyce.

Każdy z nas ma w życiu jakieś swoje Koskinou – cel, do którego chciałby za wszelką cenę dotrzeć. I choć czasami jest trudno, a widmo porażki maluje się na horyzoncie, to warto jednak wierzyć w swoje marzenia. A nuż pojawi się na naszej drodze niepozorny znak, który wskaże nam kierunek. Później będzie już tylko z górki. Tej prostej i zdawałoby się powielanej przez internetowych coachów prawdy, nauczyłem się podczas (nie)zwykłej eskapady po rodyjskich bezdrożach.

 

Inne z tej kategorii

Odwiedź Dubaj – bezpieczne i tętniące życiem miasto

Redakcja

Miasto szkła

~ Piękna Polska

A Wojtasik

Dubaj już otwarty!

Redakcja

Jesteś zmęczony pracą? Najwyższa pora na urlop!

Olga Jonkisz

W Dzień Dziecka najmłodsi pasażerowie pojadą za darmo Pociągami PKP Intercity

W ofercie przewidziano również coś dla opiekunów

J Trznadel

Sri Lanka: Znów mogą przyjeżdżać turyści

Redakcja
Gazeta Jutro