Felietony

Wyrodne dzieci Matki Ziemi

~ Czy tak nas wychowano?

Europejska kultura, oparta na fundamencie judeo-chrześcijańskim, wysoko ceni postać Matki. Już samo słowo niesie za sobą wachlarz pozytywnych emocji. Każdy akt przemocy, wymierzony w osobę Matki, spotyka się ze zdecydowanym potępieniem ze strony społeczeństwa. Jak więc możliwe, że wychowani w podobnym nurcie po cichu przykładamy rękę do zbiorowego morderstwa Matki Ziemi? 

fot. Pete Linforth z Pixabay

Każda matka zajmuje w naszej kulturze szczególne miejsce. Dając nam życie, ofiarnie sprawując nad nami pieczę, to właśnie matka karmi nas własnym mlekiem i bez obrzydzenia przewija pieluchy. Przy ogromie pracy wlewa w nasze serce ciepło i poczucie bezpieczeństwa. My, choć bezbronni, potrafimy się odwdzięczyć uśmiechem i niewyrażoną słowami wdzięcznością – wdzięcznością małego dziecka. Później jako „dorosłe dzieci” biegniemy każdego 26-go dnia maja z bukietem kwiatów, by choć na chwilę skryć się w ramionach matki.

Nasz naród, szczególnie dotknięty przez wir historii, na piedestale stawia obraz Matki Polki. Ta dzielna kobieta, której nie raz i nie dwa przyszło opłakiwać krew przelaną przez własnych synów, w chwili próby nie wahała się wziąć spraw w swoje ręce. Potrafiła przejąć „męskie obowiązki”, a nawet sięgnąć po broń. Należało wszak ratować honor rodziny i pomścić poległych mężczyzn.

Chwała bohater(k)om…! – niesie się donośny głos.

Archetyp doskonałego uczucia, źródła życia, a w końcu poświęcenia… Mając w głowie taki właśnie obraz, przypomnijmy sobie następujące zdarzenia.

Okolice Białej Podlaskiej, para nastolatków postanawia zamordować rodziców chłopaka. Ci od samego początku nie popierali nowej znajomości syna. Coś im się w jego kolejnej dziewczynie nie podobało. Aby pozbyć się problemu młodzi zadają matce i ojcu kilkanaście ciosów nożem. Rodzice nie maja szans na przeżycie.

Rzeszów, pomiędzy mężczyzną, a jego starszą matką dochodzi do awantury. Rodzinna kłótnia kończy się tragiczną śmiercią kobiety. Zostaje uduszona, a jej twarz pokrywają rany zadane tępym narzędziem.

Dołchobycz, matka powracająca zza granicy po 20-tu latach nieobecności, zostaje sam na sam z synem. Emocje biorą górę do tego stopnia, że chłopak sięga po nóż kuchenny i zadaje kobiecie co najmniej kilkanaście ciosów.

Każdy zdrowo myślący człowiek z pewnością wyrazi w tym miejscu najwyższe oburzenie. Bo jak tak można? Cóż za niewdzięczne bachory! Jakiż to brak poszanowania dla matczynego życia! Przecież matka, choćby najgorsza, zawsze pozostanie matką! Tak, każda myśl, która zrodziła się teraz w twojej głowie jest w pełni uzasadniona. Masz prawo do mocnego wzburzenia. Masz nawet prawo krzyknąć, zdenerwować się, tupnąć nogą… Jak można się nie oburzyć sytuacją, gdy wyrodne dzieci występują przeciw świętym standardom kultury? W tym jednak miejscu muszę dolać oliwy do ognia.

Ty i ja też jesteśmy wyrodnymi dziećmi. Ty i ja również podnosimy rękę na własną matkę. Ty i ja także zadajemy jej brutalny cios, a na dowód naszej wyrodności, potrafimy jeszcze patrzeć jak powoli umiera.

Burza…

Tak bracie i siostro! Mordujemy własną matkę, naszą wspólną Matkę Ziemię. Tą samą, dzięki której w ogóle żyjemy. Tą, która każdego dnia w pocie czoła stara się nas wyżywić. Tą, która całą sobą buduje mój i twój dom. Tą, która stanowi jedyny bezpieczny przyczółek w zimnym wszechświecie.

Wyrzucona przez okno samochodu puszka po energetyku… CIOS!

Kolejna nylonowa torebka… CIOS!

Plastikowa butelka, czytaj świetna podpałka… CIOS!

Hektolitry wody wylanej po nic… CIOS!

Cztery z wielu kolejnych ciosów, które zadajemy własnej matce. Robimy to przy pomocy noża niechęci, bezmyślności, niewiedzy, ignorancji, podążania za modą, wreszcie zwyczajnej głupoty. Tak, nasza najukochańsza matka umiera. A dowody w sprawie zdają się świadczyć przeciwko nam.

Jak wynika z raportu LIVING PLANET REPORT 2020 opublikowanego przez World Wide Fund for Nature, w ciągu ostatnich 50-u lat liczebność badanych populacji kręgowców spadła średnio o 68%. To tak jakby z każdych dziesięciu sztuk zwierząt kręgowych, czyli ssaków, płazów, gadów, ryb i ptaków, dziś pozostały tylko trzy. Naukowcy szacują, że średni poziom temperatury na Ziemi już wzrósł o 1 st. C., w porównaniu z wiekami przedindustrialnymi. Czy to mało? Wystarczy wyjrzeć za okno, zagadnąć tego czy owego sąsiada. Postępujące zmiany klimatu i chaos nimi powodowany uwidaczniają się w następujących po sobie na przemian suszach i podtopieniach. Znana ze swojej intensywności „polska zima”, od wielu lat nie gości już w naszej szerokości geograficznej, a prawdziwy śnieg to coraz częściej senna mara.

Szybko postępuje degradacja wielkich lodowców i lądolodów, których obecność pozostaje konieczna dla prawidłowego bilansu temperatur na Ziemi. Trudno nawet sobie wyobrazić, że każdego roku te masy lodu tracą średnio ok. 1 metra grubości, a w najbardziej krytycznych regionach naszej planety może być to nawet kilka metrów. Tak szybkie roztopy odbijają się na życiu zależnych od chłodu zwierząt, jak niedźwiedzie i lisy polarne, systematycznie kurcząc obszar ich występowania, ale negatywnych rezultatów może spodziewać się również nasz gatunek. Dla ludzi mieszkających w dorzeczu Indusu „wielka rzeka” stanowi najważniejsze źródło słodkiej wody. Efekt cieplarniany skutkuje jednak nadmiernym topnieniem górskich lodowców, z którymi związana jest rzeka. Czy mieszkańcy Indii, Pakistanu i Chin poradzą sobie w przyszłości bez dostępu do wody pitnej? A co z Polską? Przecież topnienie lodu przyczynia się do stopniowego podnoszenia poziomu Morza Bałtyckiego. Jak alarmują naukowcy, wzrost rzędu kilku centymetrów wystarczy, by sztormowe fale niebezpiecznie się wydłużyły. Czy stać nas na ewentualne pokrycie start infrastrukturalnych, a tym bardziej budowę nowego zaplecza gospodarki wodnej? O konsekwencjach zmian klimatycznych moglibyśmy mówić długo. Wystarczy wpisać prostą frazę w wyszukiwarkę Google, by przekonać się o ich skali.

Degradacja raf koralowych, skażone i przełowione morza i oceany, zanieczyszczone powietrze… umiejętnie czynimy sobie Ziemię poddaną.

Pamiętam doskonale, gdy podczas lektury książki „Pieniądze albo życie” autorstwa Vicki Robin i Joe Domingueza pierwszy raz natrafiłem na określenie Dzień Długu Ekologicznego. Znalezienie dokładnej definicji nie było większym problemem. Wikipedia w przystępny sposób tłumaczy, iż jest to: „dzień, w którym ludzkość wykorzystała zasoby (gleba, paliwa kopalne, lasy, surowce, woda) przypadające na cały rok do produkcji dóbr i usług, przekraczając tym samym zdolność Ziemi do ich odnawiania”. Krótko mówiąc bierzemy, ile dają, ciągle żądając coraz więcej. Żądamy tak dużo, że Matka Ziemia nie jest w stanie wyprodukować „potrzebnych” nam materiałów. Patrząc jednak na rosnący w siłę konsumpcyjny styl życia, prowadzony w myśl zasady „więcej znaczy lepiej”, nasze potrzeby to raczej dziecięcy kaprys aniżeli realne problemy. W 2020 r. Dzień Długu Ekologicznego przypadł na 22 sierpnia, opóźniając się w porównaniu do lat poprzednich wyłącznie przez pandemię koronawirusa.

Podałem kolejny przykład brutalnego morderstwa. Dlaczego więc nasza reakcja nie jest równie mocna, jak w przypadku wcześniej przytoczonych historii? Skąd w nas tak wiele obojętności? Nie rozumiem.

Może po prostu zdołaliśmy już zobojętnieć? Tak wiele mówi się na ten temat, a sama ekologia bije rekordy popularności. Publicyści łamią pióra, by prześcignąć kolegów po fachu w tym, kto piękniej opisze sytuację wymierających gatunków. Producenci programów i show telewizyjnych zacierają ręce, analizując słupki oglądalności kolejnego koncertu „dla Ziemi”. Same gwiazdy, ochoczo prezentując się na zielonych ściankach, martwią się raczej czy specjalnie uszyta sukienka lub garnitur leżą na nich idealnie. Aby wpisać się w standardy „ludzi eko” kupujemy sterty niepotrzebnych rzeczy, często leżących później odłogiem. Ale spokojnie, każda z nich skutecznie tłumi krzyk sumienia.

A może nie utożsamiamy Ziemi z pojęciem matki? Cywilizacja zachodu usilnie próbuje zapomnieć, że życie każdego z nas bezpośrednio związane jest z przyrodą. Stanowimy przecież jej integralną część. Wszystko co posiadamy, co jesteśmy w stanie wytworzyć i zbudować pochodzi z natury. Żywność nie rodzi się w sklepie wielkopowierzchniowym. Materiały takie jak drewno, kamień czy piasek nie są wytworem marketów budowlanych. Niestety często o tym zapominamy, ukrywając się w szklanych wieżowcach naszych marzeń i aspiracji.

Obalając ten budowany od lat mit, spójrzmy na filozofię Indian. Ci z pokorą oddają Matce Ziemi należny szacunek. Wiedzą, że jeśli będzie ona kwitnąć i rozwijać się w najlepsze, ich życie również upłynie w szczęściu. Tak prosta myśl, a tak skomplikowana dla „zachodnich racjonalistów” upatrujących szczęście w pomnażaniu zysków.

„Indianin należy do Ziemi, czy mieszka w lasach, na równinach, w pueblach czy na wzgórzach. Jest nieodłączną częścią krajobrazu, ponieważ siła, która ukształtowała kontynent dopasowała człowieka do jego otoczenia. Wyrósł on tak naturalnie jak dziki słonecznik i przynależy do Ziemi podobnie jak bizon…” – Luther Stojący Niedźwiedź, Wódz Siuksów Oglala.

Wyszedłem dziś na spacer. Malowniczy krajobraz Beskidu Niskiego urzeka. Pagórki, drzewa i krzewy pięknie komponują się ze złotem, srebrem i brązem. Złote opakowania po chipsach, srebrne puszki po słodkich napojach i brązowe butelki po piwie stanową już przecież integralną część przyrody. To takie… naturalne?

Wyrodne dzieci vs. Matka Ziemia – 1:0

Idziemy po zwycięstwo. Tylko jak będzie ono smakować?

Inne z tej kategorii

Zanikające piękno

J Szczygieł

Kiedy na stadionach będzie bezpiecznie? Czy kiedykolwiek będzie?

M Lebiest

Pamiętajmy o tych, którzy o wolną Polskę walczyli do końca – Ku pamięci Żołnierzy Wyklętych

D Okaz

Gluten free army!

Oliwia Gucwa

Z życia studenta

Czyli o tym, jak i dlaczego pojawiać się na uczelni

B Kuras

Jak dalece państwo może ingerować w życie społeczeństwa?

czy pod płaszczykiem dbania o środowisko można już wszystko?

M Lebiest
Gazeta Jutro