Edukacja

Szkoła w czasie pandemii

~ Wywiad z dr Beatą Suwałą-Szczechowską

Rozmowę prowadzimy w sposób telefoniczny, co spowodowane jest restrykcjami obowiązującymi na terenie Zespołu Szkół Publicznych w Rymanowie. Wszystko po to, by zapewnić uczniom maksymalne bezpieczeństwo. O nowej rzeczywistości szkolnej i perspektywach na przyszłość rozmawiam z wicedyrektor całej placówki – dr Beatą Suwałą-Szczechowską.

W związku z nieustającą pandemią koronawirusa działalność szkół musiała zostać całkowicie zreorganizowana. fot. – fot. Rawpixel

Adrian Wojtasik: – Czy jest Pani zadowolona z powrotu stacjonarnego nauczania?

Beata Suwała-Szczechowska: – Wszyscy z jednej strony jesteśmy bardzo szczęśliwi, mówię tu zarówno w imieniu uczniów, rodziców, jak i nauczycieli, że mogliśmy wrócić do szkoły. Pomimo tego, że zdalne nauczanie rzeczywiście funkcjonowało dobrze, to jednak wymagało ono ogromnego wysiłku, zarówno ze strony uczniów, jak i nauczycieli, ale też rodziców, zwłaszcza najmłodszych dzieci, którzy stanęli na wysokości zadania. Jednak spędzanie przed komputerem kilku godzin było dla wszystkich niemałym wysiłkiem. Poza tym sama idea uczenia się wymaga bezpośredniego kontaktu, który w tej sytuacji był bardzo mocno zaburzony. Dlatego też jesteśmy z powrotu bardzo, bardzo zadowoleni. Z drugiej strony, nie ukrywajmy, każdemu z nas towarzyszy lęk. Nie wiemy jak to będzie wyglądało, czy za chwilę nie będziemy żółtym, a może czerwonym powiatem. Czy ktoś nie okaże się w naszej szkole zakażony koronawirusem, a przecież jesteśmy dużą szkołą.

No właśnie, jakie są nastroje wśród nauczycieli? Przed 1 września Związek Nauczycielstwa Polskiego alarmował, że wielu pedagogów, obawiając się o swoje zdrowie, może nie przyjść do pracy.

Absolutnie nie mieliśmy takich sygnałów. Oczywiście obawialiśmy się. Przecież teraz każdy wraca do domu, gdzie ma dzieci, często są to bardzo małe dzieci, w innych przypadkach są to starsi rodzice, nierzadko schorowani, więc każdy z nas odczuwał pewien strach. Natomiast myślę też, że na ile jesteśmy w stanie, na tyle zabezpieczamy pracowników i oczywiście uczniów. Ostatnie dwa tygodnie wakacji były bardzo intensywne. Przygotowaliśmy dokładne procedury, regulaminy i wytyczne, zapoznaliśmy z nimi wszystkich uczniów, pracowników i rodziców i zobowiązaliśmy do ich przestrzegania.

Ostateczna decyzja o powrocie dzieci do szkół 1 września zapadła, gdy każdego dnia padały kolejne rekordy zachorowań na COVID-19. Czy wówczas nie pojawiały się takie myśli, że jednak decyzja powinna zostać cofnięta?

Tak naprawdę śledziliśmy cały czas wytyczne GIS i MEN. Uczestniczyliśmy w spotkaniach organizowanych przez kuratorium oświaty, z udziałem pani kurator i pracowników sanepidu. Natomiast cały czas podkreślano, że to dyrektorzy szkół najlepiej znają warunki i specyfikę swojej szkoły i to oni znajdą najbardziej odpowiednie rozwiązania. Myślę, że jest to sensowne posunięcie, ponieważ jakiekolwiek odgórne rozwiązania, dotyczące codziennej egzystencji w szkole, byłyby nietrafione. Inaczej wygląda organizacja pracy w szkole, która liczy ponad 800 uczniów, a inaczej w placówce, gdzie jest 100 uczniów.

To prawda, zwiększa się liczba zachorowań, padają kolejne liczbowe rekordy na Podkarpaciu, więc się obawiamy, czy ktoś w naszym bliskim otoczeniu jest chory, czy może przechodzi to bezobjawowo. Trudno powiedzieć. Myślę, że te pierwsze dwa tygodnie będą rzeczywiście bardzo dynamiczne i decydujące. Wszyscy wracamy z wakacji, a ruch wakacyjny był spory, więc jeśli przez dwa tygodnie jakoś uda nam się opanować całą sytuację to miejmy nadzieję, że kolejne tygodnie będą nieco łatwiejsze. Chociaż tak naprawdę wszystko jest chyba jedną wielką niewiadomą. Jest to na pewno bardzo trudny i bardzo ciężki okres z mnóstwem znaków zapytania, a co najgorsze nikt nie ma gotowych odpowiedzi.

Jest to ciągle nowa sytuacja.

Tak, nikt tego wcześniej nie przerabiał. Pewne rozwiązania, które próbuje się stosować, za dzień, dwa są już nieaktualne, bo zmienia się sytuacja. Trudno cokolwiek przewidywać na dłuższą metę. Tak naprawdę staramy się dzień po dniu monitorować całą sytuację, dbać przede wszystkim przestrzeganie przez uczniów wytycznych sanitarnych, chronić wszystkich, których mamy pod opieką i czekać na to co będzie się działo dalej.

Jak obecnie wygląda klasyczny dzień w szkole?

Uczniowie przychodzą do szkoły w maseczkach, wchodzą do budynku kilkoma wejściami, przy wejściu dezynfekują ręce. Różnią się nieco rozwiązania, które wprowadziliśmy w szkole podstawowej i liceum ogólnokształcącym. Dla poszczególnych klas w szkole podstawowej wszystkie zajęcia prowadzone są w jednej sali lekcyjnej. Oddzielone  są od siebie poszczególne grupy wiekowe; klasy 1-3 uczą się w oddzielnym skrzydle, podobnie klasy 4-8,  dbamy o to, aby nie mieli możliwości komunikowania się ze sobą. Zupełnie przeorganizowaliśmy rozkład przerw, po to żeby rozładować ewentualne kolejki na stołówce. Uczniowie liceum natomiast zmieniają sale na poszczególne lekcje w budynku LO. We wszystkich częściach wspólnych nauczyciele i uczniowie mają obowiązek noszenia maseczek lub przyłbic. Uczniowie oczywiście regularnie dezynfekują ręce, siedzą w salach lekcyjnych zawsze przy  tych samych stolikach. Zrezygnowaliśmy póki co z przebierania butów, żeby nie kumulować uczniów  w szatniach. Zresztą pogoda jak na razie pozwala na podobne rozwiązanie. Wszystkie godziny WF-u odbywają się na zewnątrz, nie prowadzimy jeszcze żadnych zajęć w sali gimnastycznej.

Jeżeli chodzi o wychowanie fizyczne. Czy są tutaj jakiekolwiek interakcje? Przecież nawet jeśli zajęcia prowadzoną są na świeżym powietrzu, ale dzieci grają w piłkę nożną czy w koszykówkę, to jednak dochodzi do bezpośredniego kontaktu. Czy może zrezygnowano z tego typu ćwiczeń?

Nie, nie, nie… Na razie zrezygnowaliśmy. Zresztą takie też są zalecenia Głównego Inspektoratu Sanitarnego i Ministerstwa Edukacji Narodowej, żeby zrezygnować ze sportów takich typowo kontaktowych. Właśnie dlatego powoli, na spokojnie się wdrażamy, realizujemy ćwiczenia różnego rodzaju, ale takie które tej bliskości nie wymagają. Oczywiście używamy różnorakich przyrządów, jak piłki itp., ale te dezynfekuje się po każdym uczniu. W tym względzie nie powinno być jakiegoś większego zagrożenia. Tak naprawdę najbardziej martwimy się o internat, ponieważ w tym momencie mieszka tam ponad 90 osób. Wiadomo, że w takim miejscu zachowanie bezpiecznego dystansu jest bardzo trudne. Ale podobnie jak na terenie szkoły, tam gdzie jest możliwość spotkania, czyli aneksy kuchenne i korytarze, wprowadzono obowiązek noszenia maseczek lub przyłbic. Zawieszono na razie możliwość przyjmowania gości, jest również zalecenie, aby mieszkańcy nie odwiedzali się nawzajem w swoich pokojach. Mogą spotykać się na zewnątrz, na świeżym powietrzu.

Mówiła pani, że władze centralne czy władze oświatowe, zdają się jednak na doświadczenie dyrektorów szkół, nauczycieli na szczeblu szkolnym. Ale na jakie wsparcie mogła liczyć szkoła ze strony władz? Nie tyle myślę o wsparciu merytorycznym (decyzje, rozwiązania), ale czysto przyziemnym, w postaci maseczek czy innych środków ochrony. W końcu te rzeczy generują dodatkowe, niemałe koszty.

Jeżeli chodzi o takie podstawowe środki, czyli płyny dezynfekcyjne, cały czas otrzymujemy je z Ministerstwa Zdrowia, wystarczy złożyć zamówienie w formie elektronicznej. Płynów jest pod dostatkiem, zarówno jeśli chodzi o płyny do powierzchni, jak też do dezynfekcji rąk. Oprócz tego dostaliśmy urządzenia służące do prowadzenia dezynfekcji, które można ustawić przed wejściem do szkoły. Oczywiście wyposażono nas również w maseczki, tym zajmowali się żołnierze Wojsk Obrony Terytorialnej. W tym wypadku wszystko było uzależnione od wielkości szkoły. Jedyną rzeczą, którą musiał zrobić dyrektor to wypełnienie ankiety online na stronie Ministerstwa Zdrowia.

Z urzędu gminy otrzymaliśmy kolejnych 15 laptopów, które teraz będą mogły służyć do nauki stacjonarnej, ewentualnie, jeżeli przyjdzie taki moment, to również do nauki zdalnej. W okresie zamknięcia szkół, dzięki projektom, które prowadziliśmy przez ostatnie dwa lata w naszej placówce i przy wsparciu Urzędu Gminy Rymanów, udało nam się wypożyczyć uczniom ponad 60 laptopów. Nie było takiej osoby, która zwróciłaby się do nas z problemem braku laptopa i takiego sprzętu by nie otrzymała. Poza tym dzięki inicjatywie, która rozpoczęła się dwa lata temu, ale w ubiegłym roku doczekaliśmy finalizacji, większość szkół została podłączona do szerokopasmowego Internetu. My też zostaliśmy podłączeni, więc żadnego problemu z dostępem do sieci nie powinno być. Jako Rymanów nie jesteśmy przecież metropolią, a już taki dostęp od dłuższego czasu posiadamy. Dlatego nie można powiedzieć, że zostaliśmy pozostawieni sami sobie, bo to byłoby po prostu nieprawdziwe. Natomiast oczywiście cały czas zastanawiamy się nad wieloma nowymi rozwiązaniami. Na przykład, co zrobić, jeśli należałoby przejść na nauczanie hybrydowe? Doszliśmy do wniosku, że warto byłoby wyposażyć sale lekcyjne, a dokładnie nauczycieli w przenośne mikrofony i kamerki. Prowadzenie lekcji na jakimkolwiek komunikatorze nie jest problemem, ale prowadzenie lekcji tak, żeby uczniowie, którzy pozostają w domu mogli równocześnie brać w niej udział, to już wymaga zupełnie innego podejścia. Cały czas przygotowujemy się na różne ewentualności, bo nie wiemy co nas jeszcze czeka. Czy właśnie nauczanie hybrydowe, czy być może dzieci oddziałami będą musiały zostać w domu? Trudno przewidzieć. Cały czas prowadzimy rozmowy z panem burmistrzem, bo wiadomo, że wiąże się to z dość poważnymi finansami.

Ministerstwo wyposażyło szkoły w termometry. Wydaje się, że każdy rodzic, zwłaszcza dzisiaj, powinien być na tyle odpowiedzialny, aby mierzyć temperaturę dziecku przed wyjściem do szkoły i jeżeli jest to uzasadnione nie wysyłać go zajęcia.

W przestrzeni publicznej, w ostatnich dni, doszło do swego rodzaju konfliktu pomiędzy ZNP a MEN-em. Sławomir Broniarz, prezes związku, stwierdził w wywiadzie dla Radia Zet, że maseczek w szkołach wystarczy na 11 dni. Jest to bardzo pesymistycznie podejście do tematu, zakładające, że jednak te ilości są nazbyt małe i szkoły nie mają odpowiedniego dostępu do środków ochrony. Z kolei minister edukacji Dariusz Piontkowski, w Wirtualnej Polsce, skrytykował działania ZNP, mówiąc, że są to „działania czysto polityczne”.

Na razie nie mamy takiego problemu. Te materiały są nam sukcesywnie dostarczane. Nie posiadamy żadnych informacji, aby miało się coś w tej kwestii zmienić. Po prostu zobaczymy, jak to będzie wyglądało. Mnie wydaje się, że to wszystko, również dla Ministerstwa Zdrowia, dla Ministerstwa Edukacji Narodowej, stanowi sytuację ekstremalną. Nikt z nas nie ma doświadczenia, gotowych rozwiązań… Póki co jesteśmy zabezpieczeni. Jednak trudno nam wybiegać dzisiaj w przyszłość, nawet na zasadzie przyszłego miesiąca, bo to jest tak odległy czas, że my nie wiemy, czy te maseczki, płyny będą nam potrzebne w takich lub innych ilościach, po prostu nie wiemy czy będziemy pracować i uczyć się w szkole.

Krótko mówiąc, powinniśmy zachować zdrowy rozsądek i jak najmniej polityki włączać w całą tą sytuację.

Zdecydowanie, zresztą szkoła zawsze była taką instytucją, która najlepiej funkcjonowała wówczas, gdy była z dala od polityki. Myślę, że zdroworozsądkowe podejście i ostrożność, bezdyskusyjnie pozostają na pierwszym miejscu. Dbanie o dobro uczniów i pracowników – to najważniejsze punkty, których musimy wszyscy przestrzegać.

Nawiązując jeszcze do pani wcześniejszych słów. Jeżeli dziecko źle się czuje, ma katar, objawy podstawowe, nawet takie, z którymi wcześniej chodziło się do szkoły, powinno zostać ono w domu?

Jeżeli dziecko źle się czuje, ma katar, kaszel, temperaturę bądź inne tego typu objawy, ale nie jest to spowodowane np. przypadłością alergiczną, bo o takich sytuacjach jesteśmy poinformowani przez rodziców, to prosimy, żeby zostało w domu oraz o to, żeby obserwować ewentualny rozwój choroby, bo być może to nic wielkiego, zwykła infekcja lub przeziębienie. Ostatnio mamy takie wahania temperatury, a za chwilę przyjdzie typowy sezon grypowy.

Właśnie. Czy to nie będzie utrudnieniem, jeżeli rozpocznie się sezon jesienno-zimowy, co spowoduje, że tak naprawdę każdy z nas będzie miał katar, każdy będzie się źle czuł? I teraz jak realizować program? Tu nawarstwiają się nowe problemy.

Będą nam się na pewno nawarstwiać liczne problemy i będziemy musieli reagować. Jeżeli nie zostanie tutaj stwierdzony jakikolwiek przypadek COVID-19 to myślę, że będziemy postępować tak jak zwykle. W ubiegłym roku szkolnym, czy kalendarzowym, rzeczywiście w naszej szkole mnóstwo uczniów i nauczycieli chorowało. W niektórych klasach mięliśmy 40-to procentową frekwencję, zresztą jest tak rokrocznie, że przychodzi taki okres i te infekcje się pojawiają. Jeżeli nie będzie stwierdzonych jakichś zakażeń koronawirusem, to będziemy pracować normalnie. Jeśli jednak podobna sytuacja miałaby miejsce, to ostateczną decyzję, czy przechodzimy na nauczanie hybrydowe lub całkowicie zdalne, podejmie sanepid. Takie decyzje nie należą do kompetencji dyrektora szkoły. Dyrektor może jedynie zwrócić się do sanepidu z prośbą o pozytywną opinię w tej kwestii.

Jak dokładnie wygląda mechanizm postępowania w przypadku wykrycia w szkole koronawirusa?

W pierwszej kolejności ucznia lub pracownika, u którego wystąpią objawy sugerujące możliwość zakażenia izoluje się w przeznaczonym na ten cel pomieszczeniu. W przypadku ucznia powiadamia się rodziców o zaistniałym podejrzeniu i zobowiązuje do jak najszybszego odebrania dziecka ze szkoły. Powiadamiane są również odpowiednie służby, które prowadzą dalsze czynności w stosunku do dziecka i szkoły.

Czy zapowiedziano już ewentualne kontrole sanitarne, na zasadzie, że inspekcja może „wpaść” do szkoły i wszystko sprawdzić?

Zawsze tak było. Kontrole sanitarne w szkole są prowadzone regularnie. Odbyły się już przed rozpoczęciem bieżącego roku szkolnego.

Czyli nie jest to nowość?

Absolutnie. Być może w tym roku te kontrole będą częstsze. Natomiast muszę powiedzieć, że ze szczególną troską przygotowaliśmy szkołę na przyjęcie uczniów. Zwłaszcza pod kątem zmian w wyglądzie klas, tak by ułatwić codzienną dezynfekcję. Pracownicy i wszyscy nauczyciele, jeżeli chodzi o liceum, po każdej lekcji dezynfekują stoliki, krzesełka… ponieważ tutaj uczniowie musza przemieszczać się po szkole. Nie jest możliwe zorganizowanie w liceum, gdzie jednak to mieszanie się grup międzywydziałowych jest spore, tego by jedna klasa mogła zająć jedną sale.

Chciałem nawiązać jeszcze do samego rozpoczęcia roku szkolnego. Jak to wyglądało? Jak zachowywali się rodzice? W mediach społecznościowych widziałem film pewnego ojca, pokazujący jak nauczyciele nie chcą wpuścić go do szkoły, by mógł nagrać rozpoczęcie roku swojej córki. Jednym słowem słychać awanturę, pytania o podstawę prawną takich rozwiązań… Czy jest to odstępstwo od reguły, czy jednak reguła?

Od rozpoczęcia roku szkolnego do minimum ograniczamy wejście osób, które nie powinny przebywać na terenie szkoły, czyli zarówno rodziców, jak i osób z zewnątrz. Jeśli chodzi o same uroczystości rozpoczęcia roku, to uczniów klas pierwszych szkoły podstawowej zaprosiliśmy w towarzystwie  jednego rodzica. Wszyscy spotkali się na szkolnej auli z zachowaniem bezpiecznych warunków, gdzie odbyło się spotkanie z dyrekcją i wychowawcami. Uczniowie pozostałych klas szkoły podstawowej przyszli na spotkania z wychowawcami bezpośrednio do sal lekcyjnych; różne grupy wiekowe na różne godziny i różnymi wejściami.

Natomiast już od 2 września rodzice począwszy od najmłodszych klas przy wejściu do szkoły przekazują dzieci nauczycielom pracującym na świetlicy lub wychowawczyniom – każda z nich zajmuje się odprowadzeniem uczniów do sali, tam też czekają na nich nauczyciele. Rozmawiałam z dziećmi w pierwszych dniach szkoły, co da się zauważyć, dzieci naprawdę bardzo chętnie przychodzą na lekcje, są po prostu spragnione kontaktu z rówieśnikami, z nauczycielami… Nie widzę tutaj jakiegoś większego problemu. Zresztą one mają swoją salę, nie przemieszczają się, a po zakończonych zajęciach pani odprowadza część grupy na świetlicę, natomiast pozostałe do drzwi wyjściowych, gdzie już czekają rodzice, dziadkowie, czy ktoś z najbliższej rodziny.

W Liceum Ogólnokształcącym na rozpoczęcie roku szkolnego zaprosiliśmy do budynku szkoły wyłącznie uczniów klas pierwszych, którzy rozpoczynają naukę w szkole.  Uczniowie spotkali się na szkolnej auli w bezpiecznych warunkach, z zachowaniem odpowiedniego dystansu. Po spotkaniu i uroczystym powitaniu przez dyrekcję odbyły się spotkania z wychowawcami w salach lekcyjnych.

Uczniowie pozostałych klas spotkali się pierwszego września ze swoimi wychowawcami a w następne dni wszyscy każda klasa rozpoczęła zajęcia zgodnie z ustalonym planem lekcji i wytycznymi ustalonymi w szkole.

Czy możemy mówić o ewentualnych kolejkach w pobliżu drzwi?

Nie ma tutaj żadnych kolejek. Pojedyncze przypadki szkół, które widziałam w mediach, mogą wynikać z faktu, jak mówiłam wcześniej, że wszyscy przerabiamy to po raz pierwszy. Tam gdzie takie kolejki się tworzyły, być może ktoś nie pomyślał, żeby otworzyć dodatkowe drzwi. Mogło wydawać się, że wszystko rozłoży się w czasie, a rzeczywistość okazała się nieco inna. Ale myślę, że jest to kwestia doświadczenia, nawet kilku najbliższych dni, a takie problemu już nie będą mieć miejsca.

Czy dzieciom uda się zakończyć rok szkolny w ławkach, czy jednak przed ekranem komputera? Albo inaczej, co jest potrzebne, by tak się stało?

Przekaz, który płynie zarówno z ministerstwa, jak i z poziomu kuratorium, jest raczej optymistyczny. Jeżeli wszyscy będziemy maksymalnie zachowywać wszelkie procedury i wytyczne to istnieje duża szansa, że rzeczywiście skończymy ten rok szkolny stacjonarnie. Natomiast, powiem szczerze, że dzisiaj odpowiedź na to pytanie jest mniej więcej tym samym co wróżenie z kart. Sytuacja jest tak dynamiczna, że trudno cokolwiek powiedzieć. Niedawno oglądałem reportaż z Wuhan, gdzie dzieci wróciły do szkół, gdzie ponoć jest wszystko w porządku. No właśnie, czy jest?

Wiele źródeł twierdzi, że pandemia się odradza i to z jeszcze większym impetem niż to miało miejsce na początku tego roku.

Generalnie w całej Europie uczniowie wrócili do szkół. Niemcy wrócili 2 tygodnie szybciej niż my. Z tego co wiemy, wrócili do tych szkół bez jakiś większych obostrzeń. Powiedziałbym nawet, że chyba nie do końca przygotowani. U nas, moim zdaniem, przygotowaliśmy powrót uczniów do szkoły na ile to było zależne od nas. Sęk w tym, na ile pewne sytuacje jesteśmy w stanie zdiagnozować i im zapobiec, a jak wiele z nich jest od nas zupełnie niezależnych.

Czyli zwycięstwo nad wirusem może być po prostu zwycięstwem zdrowego rozsądku. Jeżeli dostosujemy się do podstawowych zaleceń, wówczas będziemy w stanie pokonać koronawirusa i wrócić do normalności.

Zdecydowanie, a na pewno nie możemy go lekceważyć. Czas pokaże. Miejmy nadzieję, że pandemia będzie dla nas “łaskawa”.

Bardzo dziękuję za poświęcony mi czas.

Ja również bardzo dziękuję.

ROZMAWIAŁ ADRIAN WOJTASIK

***

Dr. Beata Suwała-Szczechowska – Wicedyrektor Zespołu Szkół Publicznych w Rymanowie, Prezes Stowarzyszenia Oświatowego “Szkolna 2”, wieloletnia nauczycielka przedmiotów humanistycznych.

Inne z tej kategorii

Jak niebezpieczna jest sieć?

#2 wirus komputerowy

P Bukański

Jak wybrać studia i tego nie żałować?

K Warzecha

Szkolenia z cyberbezpieczeństwa już na edX

Redakcja

Zostań Wakacyjnym Mistrzem Ortografii

Redakcja

MEN będzie działał na rzecz zminimalizowania skutków pandemii dla szkolnictwa polonijnego

Redakcja

O ukrytych talentach i przezwyciężaniu trudności

15 września - Międzynarodowy Dzień Kropki

D Łapińska
Gazeta Jutro