Podróże Świat

Czego wulkan Mount St. Helens nauczył sejsmologów

O wyjątkowo spektakularnym wybuchu Mount St. Helens w 1980 roku mówił cały świat. Oprócz katastrofalnych następstw, a największa w historii erupcja stworzyła dla naukowców nowe warunki badawcze. Góra Św. Heleny stała się żywym laboratorium do badania aktywności wulkanicznej, a także obserwacji funkcjonowania środowiska przyrodniczego w trudnych okolicznościach.

fot. PublicDomainPictures, źródło: pixabay.com

Erupcja wulkanu nie tylko była niezwykle niebezpieczna i gwałtowna, ale należała przy tym do pierwszych, które naukowcom udało się przewiedzieć. Z biegiem czasu nauka zdecydowanie postępuje, i o takich eksplozjach coraz częściej można dowiedzieć się z wyprzedzeniem. Wybuch, który miał miejsce przeszło 40 lat temu w Stanach Zjednoczonych stał się cennym ośrodkiem badawczym w tej materii..

Siła odrodzenia i nowe życie

Amerykański olbrzym nie tylko daje możliwość badania aktywności sejsmicznej, ale także przyrody, która cierpi podczas erupcji. Najbardziej frapującym zagadnieniem jest jej niesamowita umiejętność odradzania się, walki o swoje przetrwanie. Naukowcy zaobserwowali, że na obszarze dotkniętym wybuchem ocaleć zdołały rośliny z podziemnymi pąkami, małe zwierzęta umiejące kopać w ziemi tunele, a także drobne organizmy przykryte śniegiem lub ziemią w czasie wybuchu. Przez popiół w końcu zaczęły przebijać się także nowe rośliny. Co więcej, oprócz destrukcyjnych skutków, wybuch przyczynił się o dziwo do stworzenia nowego ekosystemu. Lawiny kamieni i gruzów wyrzeźbiły bowiem 2 nowe jeziora i 150 drobnych stawów. Część z nich zamieszkują obecnie choćby ryby i żaby. Żaby drzewne już rok po eksplozji zaczęły kolonizować te zbiorniki wodne.

Zapowiedź katastrofy

Obecnie sejsmografy są zdolne rejestrować każde drżenie. Od słynnego przebudzenia wulkanu 40 lat temu, geolodzy sporządzili wnikliwe dane służące prognozowaniu serii umiarkowanych erupcji, które miały miejsce od tamtej pory. Nie należy jednak pochopnie przeceniać systemów przewidywania – może się zdarzyć, że w wyjątkowym przypadku częściowo zawiodą. “Mamy za sobą pewne pozorne sukcesy, ale prawdziwym sprawdzianem będzie w przyszłości zdolność do ich powtórzenia”- jak twierdzi Peter Lipman, geolog United States Geological Survey.

Przygotowując się do eksplozji, wulkaniczna góra może dawać liczne oznaki. Część z nich jest niewidoczna gołym okiem i wymaga specjalistycznych pomiarów, a część można dostrzec. Do tej drugiej grupy można zaliczyć pojawienie się tak zwanej obrzmiałości wulkanu. Za pomocą wiązek laserowych naukowcy zmierzyli, że zaledwie na 1 dzień przed wielką erupcją w 1980 roku północny stok Mount St. Helens rozszerzył się o 6 stóp, a więc niespełna 2 metry. Natomiast tuż po erupcji takie wybrzuszenia ulegają cofnięciu. Cenną wskazówką jest także specjalistyczna kontrola gazów i pary wydobywającej się z wulkanów w ilości tysięcy ton dziennie. Przykładowym symptomem wskazującym na nadchodzącą emisję lawy może być zmiana stosunku dwutlenku węgla do dwutlenku siarki. Właściwości emitowanych gazów świadczą jednocześnie o tym, czy przy powierzchni znajduje się magma i, co za tym idzie, czy niebawem może nastąpić wyrzut lawy. Ponadto większość potencjalnych erupcji daje o sobie znać poprzez rytmiczne wstrząsy w głębi ziemi, wywołane przez ruchy magmy.

Ograniczenie niszczycielskich skutków

Takie sygnały ostrzegawcze są niezwykle ważne i pomagają niejednokrotnie ocalić wiele istnień. Podążając przykładem amerykańskiego wulkanu, trzęsienie ziemi towarzyszące majowej erupcji 1980 roku spowodowało zawalenie się szczytu góry zasługujące na miano najpotężniejszego osuwiska w historii. Utraciła wówczas aż 400 metrów swojej wysokości. Gazy, popioły i fragmenty skał wystrzeliły w czasie erupcji z prędkością 300 mil na godzinę. Lawiny błotne zniszczyły setki domów i 600 kilometrów kwadratowych pobliskich lasów. Nad Stanami Zjednoczonymi unosiły się miliony ton popiołu. Dzięki szybkiej ewakuacji udało się uratować mnóstwo ludzi, jednak w wyniku wypełnienia płuc materią wulkaniczną i uduszenia zginęło 57 osób.

Kontrole, pomiary i obserwacje związane z dziedziną sejsmologii to procesy pochłaniające dużo zaangażowania, czasu, wymagające znacznych pokładów wiedzy, a do tego generujące ogromne koszty. Naukowcy przez najbliższe lata mogą rozwijać badania z racji faktu, że Agencja U.S. Geological Survey dostała od amerykańskiego Kongresu ponad jedenaście milionów dolarów na dalsze monitorowanie aktywności Mount St. Helens, a także innych gór wulkanicznych wchodzących w skład Gór Kaskadowych.

Inne z tej kategorii

Niemcy: Kontrola ruchu lotniczego ma problemy z oprogramowaniem

Redakcja

Bułgaria: druga doba z rzędu bez ofiar śmiertelnych z powodu Covid-19

Redakcja

Pompeo spotka się z bliskim współpracownikiem Kim Dzong Una

Redakcja

Sprawdź, które małopolskie zamki warto zwiedzić tego lata!

A Jagła

Wakacyjna podróż w głąb “Zemsty”

Wycieczka do ruin zamku Kamieniec, w którym mieszkał Aleksander Fredro

B Kuras

Francja: Temperatura przekroczyła 45 stopni C

Redakcja
Gazeta Jutro