Sport

Jacek Czech: Pływanie pozwala mi zejść z wózka i poczuć się wolnym

fot. Tadeusz Pozniaka

Rozmowa z polskim pływakiem Jackiem Czechem o nadchodzących igrzyskach paraolimpijskich, warunkach treningowych i współpracy z bratem.

 

Może uznać Pan, że mistrzostwa Europy w Dublinie były dla Pana szczęśliwe? Czy może jednak szczęśliwsze były zawody w Londynie w 2019 roku?

Każde zawody są dla mnie nowym doświadczeniem i możliwością sprawdzenia się. Zawsze staram się dać z siebie wszystko i popłynąć na 100 procent. Szczęście na pewno sprzyjało mi w Dublinie i popłynąłem tam świetnie, ale jeśli spojrzymy na wyniki czasowe, to były one lepsze na mistrzostwach świata w Londynie. Jestem zadowolony zarówno z jednych, jaki i drugich zawodów, bo każde z nich coś ze sobą niosły.

Jest więc coś, co mógłby Pan uznać za swój największy sukces?

Patrząc na całą moją karierę, to największym sukcesem jest walka z przeciwnościami i to, że pomimo wielu kontuzji, braku odpowiedniego finansowania czy możliwości wyjechania na niektóre zawody, jestem już w sporcie wyczynowym 16 lat. Pomimo tych przeciwności, mam pasję, realizuję swoje cele i wciąż jestem czynnym sportowcem. Natomiast, jeśli miałbym wybrać konkretne zawody sportowe, to wybrałbym ubiegłoroczne starty  w Londynie. Bardzo miło wspominam także występ na mistrzostwach świata w Meksyku w 2017 roku, bo mimo dużych wysokości i trudnego klimatu, osiągnąłem naprawdę dobre wyniki.

Wspomniał Pan kiedyś, że przez te wszystkie lata startów, wiele razy powinien był z tego zrezygnować i przestać reprezentować nasz kraj. Co było powodem takich słów?

Kiedy zaczynałem karierę sportową, miałem olbrzymią pasję i chęć rywalizacji. Natomiast, gdy zacząłem startować zawodowo i musiałem rywalizować z najlepszymi na świecie, zobaczyłem jak bardzo odbiegam od moich rywali pod kątem sportowym. Spowodowane było to warunkami, w jakich trenowałem i finansowaniem moich przygotowań. Na ścieżce mojej kariery pojawiali się także różni ludzie. Czasem tacy, którzy mieli mnie wspierać, a niestety ich przy mnie nie było. Przychodziło wtedy takie wewnętrzne rozdarcie, bo brakowało mi pewnych potrzebnych elementów i przez to moje wyniki były dużo gorsze. Jednak mam w sobie wewnętrzny upór, staram się też być otwarty i uśmiechnięty do ludzi, dlatego chodziłem i szukałem sponsorów czy innych środków finansowych. Dostałem także wsparcie od Ministerstwa Sportu i Turystyki oraz zacząłem być traktowany jak pełnosprawny sportowiec i to pozwoliło mi rozpocząć przygotowania na najwyższym poziomie. Stworzono mi także bardzo dobre warunki treningowe w Centralnym Ośrodku Sportu w Zakopanem i to właśnie był moment przełomowy, kiedy wszystko zaczęło się układać, bo dla sportowca najważniejsze jest to, aby mógł w 100 procentach skoncentrować się na treningu, i to jest klucz do sukcesu.

Na poprawę warunków treningowych miał wpływ wybór Pana na Sportowca Roku 2019?

Ta nagroda to ukoronowanie mojego wysiłku i wyników sportowych, jak również dostrzeżenie przez kibiców mojej woli walki oraz determinacji. Poprawa warunków pojawiła się jednak dużo wcześniej. Pojawili się w moim życiu wspaniali fizjoterapeuci, rehabilitanci oraz trener przygotowania motorycznego. To później zaprocentowało. Nie jest tak, że w sporcie wszystko od razu zaczyna grać, czasem potrzeba kilku lat, aby pewne rzeczy zaiskrzyły.

Czy wciąż uważa Pan, że sport niepełnosprawnych jest w Polsce traktowany po macoszemu?

Jeśli porównamy warunki, jakie mają sportowcy niepełnosprawni w stosunku do pełnosprawnych, to mogę stwierdzić, że pewne rzeczy można by zrobić lepiej. Jednak dużo się w naszym kraju zmienia. W tym momencie nie odstajemy już od reszty świata pod względem przygotowania sportowego. Myślę, że w sporcie najistotniejsi są ludzie, ale żeby oni się pojawili, to potrzebne są pieniądze. Każdy dobry lekarz, fizjoterapeuta czy dietetyk musi być dobrze opłacony i to właśnie daje taką wartość dodatnią w sporcie. Odpowiednie środki finansowe zaprocentują u każdego sportowca. Kariery takich sportowców jak Adam Małysz, Robert Kubica czy reprezentacja siatkarska rozwinęły się, kiedy na ich drodze pojawili się fachowcy z najwyższej półki.

Dlaczego wybrał Pan akurat pływanie?

Uprawiałem wcześniej szermierkę na wózkach i pływanie. Mój ostateczny wybór padł na pływanie, bo mam bardzo dobre predyspozycje do pływania stylem grzbietowym. Pływanie nie wymaga także aż tak dużych nakładów finansowych jak szermierka. Inwestować trzeba jedynie w treningi i w ludzi. Nie muszę inwestować w sprzęt z najwyższej półki potrzebny w szermierce lub handbike’u. Pływanie pozwala mi zejść z wózka i poczuć się wolnym w wodzie. Mogę być wtedy niezależny od wózka. Początkowo była to forma rehabilitacji, by pokonać własne słabości, bo to sport trudny i monotonny. Potrzeba niezwykłej motywacji, żeby 2 razy dziennie przyjść na basen.

Jak więc wygląda Pański codzienny trening?

Wiele zależy od okresu przygotowawczego. Bardzo duży nacisk kładę na ćwiczenia siłowe, budowanie wydolności i siły w wodzie. Z fizjoterapeutą skupiamy się na rozciąganiu i wzmocnieniu odpowiednich partii ciała. Mam też dietę, aby optymalnie zbudować formę. Swoje przygotowania w ciągu roku dzielę na okresy trzymiesięczne, gdzie najpierw skupiam się na treningach, a później startach w zawodach. Ciągle szukam także nowych metod treningowych, rozwijam się, urozmaicam trening.

Team liderem polskiej kadry jest Pański brat. Jak się współpracuje z rodziną?

Mogę mu bardzo wiele powiedzieć, bo nie obrażamy się na siebie. Brat bardzo mnie rozumie, wie czego mi potrzeba, stara się także zapewnić mi optymalne warunki zarówno na treningu, jak i podczas startu w zawodach. Praca mojego brata jest pracą bardzo ciężką. On analizuje moje treningi i patrzy, co jeszcze mogę poprawić. Na zawodach staramy się realizować założenia, które ustaliliśmy wcześniej.

Teraz przed Panem już tylko prosta droga do Tokio?

Kiedy rozpoczynałem przygotowania w październiku 2019 roku, mój plan był bardzo dokładnie opracowany. Teraz, kiedy mamy pandemię koronawirusa, moje plany uległy zmianie. Wiem, co należy zmienić w treningach i na co zwrócić uwagę. Koncentruję się na tym, żeby być jak najlepiej przygotowanym zarówno do treningów, jak i do startów, i to jest moim celem nadrzędnym.

Jaki jest więc cel na igrzyska?

Myślę, że jestem w stanie osiągnąć miejsca od pierwszego do czwartego. Wszystko zależy od przygotowania, nastawienia psychicznego i dyspozycji danego dnia. Na pewno będę chciał popłynąć jak najlepiej i ustanowić nowy rekord życiowy lub rekord Polski. Jeśli zdobędę medal, będę niesamowicie wdzięczny i szczęśliwy, bo chcę dać z siebie wszystko. Jeżeli tylko zapewnione zostaną mi odpowiednie warunki, to w 2021 roku będę gotowy do startu i walki o medal.

Rozumiem, że nie wybiera się Pan na sportową emeryturę?

Nie chcę mówić, że idę na emeryturę lub że będę trenował dalej. Przede wszystkim będę ćwiczył, miał kontakt z basenem, a co przyniesie los – tego nie wiem. Najważniejsze jest zdrowie. Będę chciał być w sporcie jak najdłużej – czy to jako zawodnik, czy trener. Emeryturze nie mówię ani nie, ani tak. Będę po prostu każdego dnia dawał z siebie wszystko, miał radość i pasję. Być zdrowym i szczęśliwym to mój cel nadrzędny.

Inne z tej kategorii

MKS Cracovia SSA nawiązuje współpracę z Fundacją ITAKA

Redakcja

Przekonujące zwycięstwo Krzysztofa „Diablo” Włodarczyka!

K Bała

Mistrz jest tylko jeden!

Kamil Stoch triumfatorem na Bergisel!

J Bujas

Niedzielna loteria!

M Zębala

Mistrzowie Europy i świata w konkursie „Tyczka na Molo”

Redakcja

Ancelotti odbudował Neapol

...w LM Włosi będą liczyć się do ostatniego meczu

M Lebiest
Gazeta Jutro