Muzyka

Wspomnienie o Zbigniewie Wodeckim

~ Najjaśniejsza z gwiazd polskiego jazzu

Zawsze byłem jakiś dziwny romantyk. Może przez to, że dużo czytałem Sienkiewicza? Lubię stare rzeczy, widły, taczki, grabie, to mnie kręci. Lubię oglądać archiwalne zdjęcia. To mi daje spokój. Może dzięki temu nie boję się śmierci? Bardzo często też myślałem, co będzie, jak to się skończy. Może to była taka forma ucieczki przed strachem.

Zbigniew Wodecki
Zbigniew Wodecki podczas koncertu w Bielsku-Białej /źródło: Wikipedia, fot.: Piotr Bieniecki

Robił to, co kochał

Określany „polskim królem lwem” dzięki swej bujnej fryzurze. Człowiek, który skracał dystans między ludźmi. Sam siebie nazywał „życzliwym egoistą”, który z dobrotliwości dla innych czerpał przyjemność dla siebie. To zdecydowanie świadczyło o jego wysokiej kulturze osobistej i dojrzałości emocjonalnej, którą zdeklasował niejednego artystę. Czułość oraz nastrojowość w połączeniu z jazzem i soulem w utworach Wodeckiego świadczyły o jego wielkości jako artysty. Muzyka, którą stworzył pozostanie nieśmiertelna, gdyż był geniuszem wirtuozerii. Utwory Zbigniewa Wodeckiego są jak katharsis, przy których można się zrelaksować, a jego gra na skrzypcach jest jak balsam dla duszy. W swoich piosenkach przepełnionych miłością oddawał całego siebie.

Skrzypce, trąbka i przyjemny, dźwięczny baryton to jego znaki rozpoznawcze, które eksponował w każdym utworze. Atrybuty te szybko przypadły do gustu słuchaczom, którzy stali się jego wiernymi fanami. Jednak to skrzypce były dla niego najważniejsze. Stały się jego miłością już od najmłodszych lat, gdy rozpoczął naukę w szkole muzycznej. Jak wspominają bliscy, w młodości spędzał czas w domku pod Krakowem. Było to idealne miejsce, by oderwać się od rzeczywistości i oddać się w pełni muzyce. Młody Zbigniew lubił wychodzić na pola i wśród natury grać na skrzypcach. Wybudzał tym wszystkich sąsiadów ze snu, jednak nikt nie miał mu tego za złe. Spod jego palców wybrzmiewały piękne, niebanalne melodie, które sprawiały, że poranek od razu stawał się lepszy.

Ponadczasowy artysta

Tworzył muzykę pełną nadziei, radości i miłości. To ponadczasowa, ciągle aktualna twórczość, czego dowodem jest między innymi występ Wodeckiego z zespołem Mitch&Mitch na Opener Festiwal 2016. To właśnie wtedy mogliśmy obserwować, jak młodzież oraz starsze osoby wspólnie bawiły się do tanecznej muzyki artysty. Zbigniew Wodecki był niesamowitym człowiekiem, który czarował poczuciem humoru i hipnotyzował swoimi kompozycjami. Ten wspaniały artysta po prostu „robił swoje” i nie poddał się komercjalizacji, która często dyktuje życie muzyczne.

Uważał, że należy słuchać serca oraz pracować nad sobą. Jednak trzeba mieć też szczęście, aby trafić na „ten” moment, który przychodzi niespodziewanie i odpowiednio go wykorzystać.

Trzeba robić to, co człowiek ma w sercu i czekać na swój czas.

Zbigniew Wodecki

We właściwy sposób posłużył się szansą zesłaną przez los. Jednak niezapomniana kariera jest wynikiem ciężkiej pracy, do której był przyzwyczajony od najmłodszych lat. Wspominał, że nauka gry na skrzypcach wymagała poświęcenia całego siebie. Niejednokrotnie rezygnował ze spotkań towarzyskich, aby wyćwiczyć kilka linijek IV części Paganiniego. Przez kilka godzin przysposabiał sobie trudne fragmenty utworów, by później zebrać oklaski, które są tak ważne dla każdego artysty. W pracy towarzyszyły mu pewność siebie, pokora i wiara w to, co robi. Profesja muzyka dostarczała mu wiele radości i zabawy. Wspomina o tym w wywiadzie dla czasopisma „Zwierciadło”, gdzie zapytany: „Co robić żeby dobrze się bawić?”, odpowiedział:

Co robić? Uświadomić sobie, że jutra może już nie będzie. Nauczyć się żyć chwilą, która jest. To znaczy przyjąć, że wszystko to, co było, to było, ale już tego nie ma, a to co będzie, tak naprawdę nie musi się zdarzyć. A więc bawić się tak, jakby to był ostatni dzień naszego życia. Taka postawa dotyczy zresztą nie tylko zabawy. To ideał życia w ogóle.

Zbigniew Wodecki podczas koncertu w Otwocku /źródło: Wikipedia, fot.: Mateusz Włodarczyk

Wspierający artysta 

Tworzył przyjaźnie na długie lata, między innymi z Alicją Majewską, Ireną Santor czy Włodzimierzem Korczem. Uzdolnionej muzycznie młodzieży pomagał w rozwijaniu swoich talentów. Dzielił się swoją wiedzą i doświadczeniem, czerpiąc z tego ogromną radość. Był świadomy, jak wielu jest fantastycznych, umuzykalnionych osób, o których mało kto słyszał. Postanowił więc nie nagrywać płyt, by dać szansę innym.

Jego zaraźliwy uśmiech towarzyszył mu zawsze i wszędzie: w domu i poza nim, na spotkaniach, w wywiadach czy na koncertach. To właśnie pozytywny wyraz twarzy był jego „choreografią” na scenie podczas koncertów. Na każdym nagraniu rzuca się w oczy elegancki mężczyzna w garniturze, który tak bardzo ubóstwiał galowe stroje. Wodecki nie tworzył choreografii tanecznych; nie było mu to potrzebne. Stał na estradzie w swoich ciemnych okularach, od czasu do czasu kiwając głową na boki czy wystukując rytm ręką. Jak sam tłumaczył, nie lubił wygłupiać się na scenie.

Sedno sprawy to gra i śpiew, a nie to, co dzieje się pomiędzy tym na scenie.

Zbigniew Wodecki

Urodzony estradowiec

Kochał światło bijące z reflektorów. Jak wspomina jedna z jego córek: kiedyś babcia Zbigniewa miała występ, na którym śpiewała. Mały Wodecki miał wejść na scenę, wręczyć jej i kilku innym osobom kwiaty. Gdy znalazł się na estradzie, spojrzał w stronę publiczności, która wtedy wznosiła oklaski i zaczął się kłaniać. Podobno musieli go znosić na rękach, gdyż nie chciał zejść. W późniejszych latach to publiczność domagała się, by Wodecki stał jak najdłużej na estradzie i wybrzmiewał swoje utwory o artystycznej złożoności i wielowymiarowości.

Określenie „artysta jednego utworu” zdecydowanie nie pasuje do Zbigniewa Wodeckiego, gdyż tworzył przebój za przebojem. Karierę wokalisty rozpoczął w 1972 roku, gdzie na Festiwalu Polskiej Piosenki w Opolu zadebiutował utworem „Znajdziesz mnie znowu”. Bardzo szybko znalazł się na pierwszych miejscach list przebojów. Jego ponadczasowe piosenki przyniosły niepowtarzalne melodie i niezapomniane emocje. Szeroki rozgłos zapewniły mu utwory: „Lubię wracać tam, gdzie byłem” z tekstem Wojciecha Młynarskiego, „Chałupy Welcome To” z nadzwyczajnym teledyskiem, klasyczny „Zacznij od Bacha”, „Oczarowanie” oraz optymistyczna „Rzuć to wszystko co złe”.

Pszczółka Maja – nieznana historia hitu

Mimo to, każdy kojarzy Wodeckiego z jedną piosenką – „Pszczółką Mają”. Z utworem tym wiąże się pewna historia, którą Wodecki podzielił się między innymi w programie „Niedziela z…”.  Pewnego dnia przyszła do artysty Pani z Post Synchronów z propozycją nagrania znanej nam „Pszczółki Mai”. Wodecki początkowo nie chciał się zgodzić na wykonanie utworu, gdyż linia melodyczna nie była odpowiednia dla jego głosu – barytonu. Po dwumiesięcznych namowach, Wodecki w przerwie między dwoma koncertami nagrał piosenkę, która okazała się być jednym z najczęściej śpiewanych utworów artysty.

Niezastąpiony artysta

Wyróżniała go niesamowita osobowość pełna pasji, życzliwości, pokory i talentu.

Takie połączenie Paganiniego, Milesa Davis’a i Pszczółki Mai.

Włodzimierz Korcz

Niestety, mało kto dostrzegł złożoność jego aranżacji, niesamowity talent i ciężką pracę, która dała mu się we znaki w postaci skrzywionego kręgosłupa, pogorszenia wzroku czy odcisków i zgrubień od gry na skrzypcach i trąbce.

Zbigniew Wodecki dał nam ogrom radości, dzieląc się z nami najwyższej klasy muzyką i mądrymi słowami. To przykre, że nie możemy go już zobaczyć i usłyszeć na żywo.

Ktokolwiek zamienił z nim parę słów, to pamięta to (…). To jest abstrakcja, że go nie ma.

Alicja Majewska, wypowiedź dla Jastrząb Post

Artysta zmarł 22 maja w wyniku komplikacji po udarze, który przeszedł w 2017 roku. Miał 67 lat. Zapamiętamy go jako mistrza kompozycji, którego dzieła poruszyły serca ludzi na całym świecie.

Zbyszka nie ma już dwa lata, ale on ciągle żyje. W naszych opowieściach, w muzyce. Oprócz tego, że był genialnym muzykiem i kompozytorem, to był też taką genialną osobowością. On o to nie zabiegał, chociaż było to dla niego ważne.

Alicja Majewska, wypowiedź z 2019 roku dla Jastrząb Post

 

Inne z tej kategorii

Tim Bergling znany szerokiej publiczności jako DJ Avicii nie żyje!

M Lebiest

Trochę jazzu w tę jesień

Just the two of us...

D Brabańska

Lady Gaga ma powód do świętowania!

Jej singiel - "Bad Romance" - ma już 1 miliard wyświetleń!

A Szachowska

Nie żyje założyciel deathmetalowej kapeli

A Szachowska

Serwis Spotify podsumował 2018 rok

Sprawdź, którzy artyści byli najczęsciej słuchani w Polsce i na świecie

B Kuras

Mike Shinoda twierdzi, że Chester Bennington nie popełnił samobójstwa

B Kuras
Gazeta Jutro