Literatura

Wyrok śmierci czy miłosierdzie?

Recenzja książki Jodi Picoult „Bez mojej zgody”

Kiedy u malutkiej Kate wykryto białaczkę, świat państwa Fitzgerald nagle legł w gruzach. Na domiar złego nikt z rodziny nie może zostać dawcą przeszczepu, nawet jej starszy brat Jessie. Załamani rodzice, Sara i Brian, decydują się na trzecie dziecko. Ta decyzja wywołuje wiele kontrowersji, ponieważ nowy członek rodziny powstaje w… laboratorium. Embrion zostaje zaprojektowany tak, aby kolejne dziecko było w pełni zgodne pod kątem genetycznym z Kate. Właśnie w taki sposób i w takich okolicznościach na świecie pojawia się Anna. Autorka ma wybujałą wyobraźnię? Odpowiedź naprawdę może zaszokować. To prawdziwa historia, która odbiła się wielkim echem w świecie etyki.*

fot. Anna Helit

Anna od urodzenia dzielnie znosi cierpienie i robi wszystko, aby Kate wyzdrowiała. Nie ma w tej kwestii zbyt wiele do powiedzenia – matka wcale nie pyta jej, czy zgodzi się na potrzebne zabiegi chirurgiczne. Nawet nie chce słyszeć o tym, że sprawiają Annie straszny ból. Ta, choć bardzo kocha Kate, jest już po prostu zmęczona. Jest całkowicie zdrowa, ale nie może żyć tak jak jej rówieśnicy. Kiedy ma trzynaście lat, mówi „dość” i składa pozew do sądu – odtąd sama chce decydować o tym, czy odda siostrze potrzebne narządy. Sprawa jest bardzo burzliwa, a dla pani sędzi, która sama straciła córkę, ogłoszenie sprawiedliwego wyroku to ogromne wyzwanie.

Książka doskonale ukazuje realia życia w rodzinie, w której każdego dnia, razem z jej członkami, do stołu zasiada śmierć. Przedstawia nie tylko strach i niepewność o każdy kolejny dzień, ale również inne problemy rodzinne, które spowodowała białaczka. Każdy z domowników czuje się zagubiony i samotny w walce o życie Kate. Każdy z nich postrzega sytuację w inny sposób. Nie brakuje kłótni, buntu i bezradności.

Tragedię dodatkowo potęguje fakt, że Sara z wykształcenia jest prawnikiem. Zdaje sobie więc sprawę z tego, co mówi system prawny, a więc również i etyczny o ingerencji w ludzki genotyp i dalszym zmuszaniu Anny do ratowania siostry. Matka jest świadoma tego, że zdrowa córka bardzo boi się wykonywanych na niej zabiegów. Ba, „boi się”, to mało powiedziane. Bo jak można nazwać sytuację, kiedy małej dziewczynki nie może utrzymać kilka pielęgniarek? Mimo to nie chce słyszeć od kogokolwiek ani jednego słowa sprzeciwu. Natomiast Brian – ojciec dziewczynki – jest strażakiem. Rzuca się w ogień, aby ratować obcych ludzi. Wyciąga zmasakrowane ciała z wraków samochodów. Wbiega tam, skąd inni chcą uciec. Jak na ironię, nic nie może poradzić na to, że w jego domu obecna jest śmierć. Nie może pomóc własnej córce. Druga, choć jest zdrowa, żyje tak, jakby była ciężko chora i jest to dla niego kolejny cios.

fot. Anna Helit

Okładka książki na pierwszy rzut oka wygląda niepozornie. Wcale nie zdradza tego, jak szokującą i trudną treść ta pozycja w sobie kryje. Delikatnym zwiastunem tego, co czeka na nas w środku jest prolog:

Moje najdawniejsze wspomnienie: mam trzy lata i usiłuję zabić swoją siostrę. Czasami obrazy powracają z niezwykłą wyrazistością. Przypominam sobie wtedy, że poszewka na poduszkę była szorstka, a spiczasty nos siostry wbijał mi się w dłoń. Oczywiście nie miała ze mną najmniejszych szans, lecz mimo to nie mogłam dopiąć swego. Uratował ją tata, który obchodził wieczorem nasze sypialnie, żeby powiedzieć wszystkim dobranoc. «To się nigdy nie wydarzyło» – powiedział.

Fragment prologu z książki Bez mojej zgody

Ta pozycja wręcz zmusza do myślenia. Wywołuje mnóstwo emocji. Jest pełna kontrowersji na tle etycznym. Ukazuje czytelnikowi świat wyborów, których sam nie miałby odwagi podjąć. Czy moralne jest genetyczne zaprojektowanie embrionu, aby uratować inne życie? Czy można przedłużać cierpienie, jeśli i tak wiadomo, że śmierć to kwestia czasu? Czy zarówno Anna, jak i sędzia mogą podpisać wyrok śmierci? Czy zrozpaczona matka nie może chwycić się każdej deski ratunku? Na żadne z tych pytań odpowiedzi w książce nie ma, musisz je znaleźć sam.

Wielokrotnie podczas czytania nie kryłam swojego oburzenia bezdusznym zachowaniem matki, która swoją młodszą córkę traktuje jak… części zamienne dla tej starszej, chorej, której z kolei nie pozwala godnie umrzeć. Tym samym zmusza do cierpienia obie dziewczynki. Chwilę później rozczulałam się nad opisem rozpaczy kobiety, która codziennie musi patrzeć na to, jak śmierć powoli odbiera jej dziecko. Choć czytanie tej pozycji wywołuje skrajne emocje, żadne poglądy nie są sugerowane. To czytelnik ma zająć jakieś stanowisko w tej sprawie – czy tego chce, czy nie. Nie da się bowiem nie opowiedzieć po którejś ze stron.

Nie można jednak powiedzieć, że książka wywołuje tylko smutek, łzy, nostalgię. Niejednokrotnie możemy się uśmiechnąć, ponieważ w rodzinie Anny pojawiają się też szczęśliwe chwile, nie tylko wtedy, gdy u Kate następuje remisja. Państwo Fitzgerald mają w domu trójkę kochanych dzieci, które są po prostu typowym rodzeństwem i nie marnują żadnej okazji, aby nawzajem sobie dokuczyć. Tak więc czytamy o wszelkich próbach przekupstwa, szantażu, kłótniach bez powodu, obrzydzaniu jedzenia czy nawet podduszaniu się poduszką, ale bardzo wyraźnie dostrzegamy również niezwykle silną więź i miłość między nimi.

Pozycja podzielona jest na rozdziały, w których bez przerwy „skaczemy” w czasie i czasem ciężko jest zorientować się, w którym momencie akcji aktualnie się znajdujemy. Dodatkowo każdy rozdział to wspomnienia i inny punkt widzenia każdego z bohaterów. Poznajemy więc perspektywę prawnika Anny, potem stanowisko zrozpaczonej matki, która używa medycznego żargonu, a zaledwie moment później przenosimy się w świat bezbronnego dziecka, które znosi niewyobrażalne cierpienie, aby ratować siostrę. Choć może to wprowadzać mały bałagan i w jakimś stopniu utrudniać czytanie, jest to dobre rozwiązanie; dzięki niemu możemy spojrzeć na całą sytuację z różnych perspektyw, nie ograniczając się do tylko jednego bohatera.

Całość napisana jest lekkim językiem, miejscami bardzo żartobliwie, jednak jedno zdanie potrafi nami wstrząsnąć i sprawić, że do końca dnia pozostajemy rozbici wewnętrznie. Bo z tą książką jest jak z „Małym Księciem”. Im starsi jesteśmy, tym więcej potrafimy w niej dostrzec i tym częściej czujemy palący wstyd, kiedy otwiera nam oczy na to, co tak naprawdę w życiu jest ważne.

Kiedy urodziła nam się Kate, marzyłem o tym, że kiedyś będzie z niej piękna panna młoda. Potem przyszła choroba, diagnoza – ostra białaczka promielocytowa – a ja w moich marzeniach zacząłem widzieć Kate na uroczystości wręczenia dyplomów ukończenia szkoły średniej. Potem nastąpił nawrót choroby i wszystkie te wizje wzięły w łeb: gorąco zapragnąłem zobaczyć jej piąte urodziny. Teraz nie mam już oczekiwań; w ten sposób każdego dnia moja córka przechodzi najśmielsze z nich.

Fragment z książki Bez mojej zgody autorstwa Jodi Picoult

 

 

* Do napisania książki „Bez mojej zgody” Jodi Picoult zainspirowała historia Molly Nash. Wątek o zmuszaniu Anny do poddawania się zabiegom ratującym życie jej siostry jest wynikiem wyobraźni autorki.

Inne z tej kategorii

Resortowe dzieci. Biznes

Redakcja

„Biblioteka Wielkiego Człowieka” – filmowa seria Instytutu Książki

Redakcja

Przedpremierowa odsłona nowej powieści Katarzyny Bondy

Redakcja

No Pasa Nada! ~ Czy na pewno “Nic się nie dzieje”?

M Lebiest

“Włóczykije, włóczykije, jak się wam na świecie żyje?”

23 lipca Światowym Dniem Włóczykija

D Łapińska

Najlepsza książka w dorobku Katarzyny Bondy?

Redakcja
Gazeta Jutro