F1 Motoryzacja

Dwukrotny mistrz świata mówi “Adios”

Formuła 1 miała w swoich szeregach wielu wielkich kierowców. Jej długa w latach historia łączy nazwiska prawdziwych czarodziei czterech kółek. W 2019 roku jeden z nich przejdzie na sportową emeryturę. Przygodę z F1 kończy Fernando Alonso.

IndyCar tam za rok możemy szukać Alonso – fot. LATimages.com

Z żalem piszę ten artykuł. Dla wielu Polaków, tak jak dla mnie, Nando, obok Kubicy, był właśnie tym najbardziej wspieranym zawodnikiem. Pasjonat, walczak, ale także pechowiec. Fernando to jeden z niewielu pilotów, którzy w F1 choć osiągnęli wiele, to nie zdobyli wszystkiego. Hiszpana na pewnym etapie kariery opuściło przysłowiowe szczęście. Były cudowne lata w Renault, kiedy zaczynał karierę, i kiedy zdobył dwa tytuły mistrza świata z rzędu. Później nieudane przenosiny do McLarena, powrót do Renault i afera singapurska, która usunęła w cień jego wielkiego przyjaciela, Flavio Briatore. Ostatecznie jednak talent i dobry marketing dały efekt w postaci kontraktu z Ferrari. Jazda we włoskiej stajni dała nadzieje na powrót na szczyt. Niestety, w erze Redbulla i konstrukcji Adriana Neweya, Nando ugrał wszystko, co się dało, czyli trzykrotnie kończył sezon na drugiej pozycji, tuż za Vettelem. Każdy fan pamięta, jak bliski tytułu był w 2010 roku, kiedy tylko taktyczne błędy i defensywny Pietrov w ostatnim wyścigu zniweczyły marzenia o zjawiskowym powrocie na szczyt. Gorycz niemocy w kolejnych latach i niespełnione marzenia popchnęły Nando do zmiany stajni – ponowny kontrakt z McLarenem okazał się jednak swoistą klapą. Słaby bolid z awaryjnym silnikiem, nawet przy ogromnym talencie i umiejętnościach Hiszpana, nie dały nawet krzty nadziei, by włączyć się w walkę o finalne podium.

Pewna era się kończy. Oczywiście nie mam złudzeń, iż Hiszpan w motorsporcie pozostanie. Do wygrania jest jeszcze 500 Indianapolis. Tylko tego wyścigu brak Fernando do zgarnięcia Potrójnej Korony i wyrównania osiągnięcia Grahama Hilla. Przypomnijmy, mimo słabej formy w F1, Alonso w tym roku wygrał prestiżowy Le Mans 24h, który jest jedną ze składowych wcześniej wspomnianego tytułu.

Wraz z informacją o rezygnacji z dalszej kariery Fernando Alonso pewne źródła podały, iż jest to szansa na stały fotel kierowcy dla Roberta Kubicy. Pytany od wczoraj, co o tych doniesieniach sądzę, skomentuję je w następujący sposób: “Są różne rozwiązania, i różne warianty przyszłości Roberta, ale taki byłby chyba najgorszy z możliwych. Dream Team to był skład złożony z Fernando i Kubicy. Opcja, w której jeden miałby jeździć w zamian za drugiego… no cóż, dla mnie jest nie do przyjęcia. I nawet przy największej sympatii do Kubicy, wolałbym, by Polak przebił się do innego zespołu lub stworzył team z Alonso w innej serii wyścigowej“.

Inne z tej kategorii

Cofanie liczników będzie karane

Redakcja

Cofnięty licznik – plaga na polskim rynku samochodów używanych

Redakcja

W Monaco zabrakło szczęścia…

Redakcja

Jednośladem bezpiecznie do celu

Redakcja

Nowe centrum montażu baterii w zakładzie Mirafiori przyspieszy plany FCA w zakresie produkcji pojazdów elektrycznych

Redakcja

Sainz oficjalnie w Ferrari od 2021 roku

Aleksandra Kalka
Gazeta Jutro