Siatkówka

Polacy pokazali charakter! Francja im niestraszna!

Drugi dzień Memoriału Huberta Wagnera rozpoczęła rywalizacja przez duże “R”. Polska -Francja, czyli jeden ze szlagierów krakowskiego turnieju. Mecz wartki, dynamiczny, zakończył się wygraną gospodarzy, którzy wszak nie zachwycili. Gra była rwana, a zwycięstwo dość szczęśliwe.

Biało-czerwoni dość szczęśliwie zmierzają po tryumf w Memoriale Huberta Wagnera – fot. Materiały Organizatorów

W pierwszym secie zawsze ciężko…

Walczyliśmy praktycznie cały czas punkt za punkt. Ani na moment nie było zdecydowanego faworyta. Taka sytuacja utrzymywała się długo, bo aż do stanu 13:13. Wtedy po raz pierwszy poderwali się Polacy i odskoczyli. Dość niespodziewanie udało się zbudować 4-oczkowy bufor bezpieczeństwa. Na wielki plus zasługuje postawa naszych w bloku. Jego dobra gra zatrzymała kilka razy Ngapetha, co pozwoliło wybić na moment Trójkolorowych z uderzenia. Niestety, dwa czasy selekcjonera Francji zahamowały również Kubiaka i spółkę, przez co po raz kolejny mieliśmy niezwykle emocjonującą końcówkę. Potwierdziła ona, jak silni są Francuzi. 23:23 przy zagrywce Kevina Tillie, dobre przyjęcie, i skuteczny atak Bieńka to była jedna z tych ważniejszych chwil spotkania. Dała oddech i nadzieję, bo na moment traciliśmy kontrolę nad wydarzeniami pod taśmą. Rozpoczęła ona kolejny raz serię gry punkt za punkt. Francja miała 2 setbole, Polska 4, i to właśnie ten ostatni – wymęczony w bólach – dał zamknięcie pierwszej, jakże dramatycznej partii.

Drugi set, przynajmniej na początku, przypominał ten z wczorajszego meczu Francja – Rosja – podopieczni Laurenta Tillie z animuszem i bez spięcia odskoczyli naszym na trzy oczka. Ewidentnie było widać rozprężenie w szeregach Orłów Heynena. Kolejne przerwy techniczne padały łupem Trójkolorowych. Wielki doping ciągnął biało-czerwonych jak za uszy. Pod siatką swój koncert rozgrywał Michał Kubiak, w jego wykonaniu obserwowaliśmy zarówno doskonałe serwisy, jak i kończone ataki. Nasi redukowali straty i gonili przeciwnika z całych sił. Niestety, ich forma, ciągle jeszcze niestabilna, powodowała, że później ponownie tracili seriami punkty. Trójkolorowi mieli w tej partii doskonale dysponowanego Le Goffa, który niezwykle skutecznie kończył swoje ataki. Przy stanie 20:23 Francuzi zapunktowali w najważniejszej dla tej partii akcji. Jako pierwsi złapali setbola i wydrapać sobie zwycięstwa już nie dali. Polacy polegli do 21.

W trzecim secie liczyliśmy na bardziej uważną grę biało-czerwonych. Sił starczyło na krótką chwilę, bo dość szybko Trójkolorowi odjechali na 8:5. 3-punktowa przewaga była przez nich konsekwentnie pilnowana. Jenia Grebennikov miał przed spotkaniem rację. Polacy nie są w tym momencie wystarczająco mocni, by zagrozić im po siatką. Trzeci set, umówmy się, naszym zwyczajnie nie szedł. Słabsze przyjęcie, jeszcze gorsze rozegranie dały efekt w postaci kolejnych punktów gubionych  lub – jak kto woli – zdobywanych przez francuski blok. Rossard i Patry chwycili wiatr w żagle, i narzucili naszym tempo, które było zabójcze. Kolejne szybkie akcje w ich wykonaniu doprowadziły do wyniku 12:19. Orły, by coś ugrać, musiały zaryzykować – silna zagrywka, blok – to wszystko się pojawiło, nie dało jednak oczekiwanego skutku, i to Francuzi wygrali partię do 22. Brawa dla chłopaków za walkę, szczególnie w końcówce, kiedy to zaciekle walczyli, by minimalizować stratę do przeciwnika. Wyjątkowo dobrze prezentował się 21-letni Kuba Kochanowski. Jego dobra postawa była czynnikiem, który niemal pozwolił dogonić Trójkolorowych.

Francuzi postawili Polakom trudne warunki gry – fot. Materiały Organizatorów

Czwarty set był walką o być albo nie być. To był ten moment turnieju, który już dość szybko miał odpowiedzieć na pytanie, czy Polacy są w stanie tegoroczny Memoriał wygrać. Zespół motywowany był niezwykle…

“Dalej, kurwa, ruszyć, cieszyć się, głowa do góry, kurwa, tak!”

Dało się słyszeć z kwadratu, w którym przebywali nasi. Efekt to po raz kolejny wyrównany bój, w którym dla odmiany to podopieczni Heynena kontrolowali wydarzenia. Pod taśmą było gorąco. Dwie przerwy techniczne padły łupem Polaków. Prowadzenie rosło z minuty na minutę, by swoje apogeum osiągnąć przy wyniku 18:13. Dobra gra Grześka Łomacza czy Dawida Konarskiego, ale przede wszystkim chwalonego już wcześniej Kuby Kochanowskiego pozwoliła naszym cieszyć się szybko z przekroczenia bariery 20 punktów. Emocji w końcówce tym razem szczęśliwie nie było. Polacy zrobili to, co do nich należało. Bieniek się nie wahał, uderzał silnie, mocno i celnie. W zderzeniu z nim nawet chwilowy zryw Les Bleus nie odniósł skutku. Partię wygraliśmy do 21.

Trudno powiedzieć czy to ta przemowa mobilizacyjna, czy jeszcze coś innego, ale od połowy 3 seta było widać większe zaangażowanie Polaków w grę. Pierwsze akcje decydującej ostatniej, piątej partii dla naszych. Niestety, później ponownie huśtawka nastrojów – zgrabnie punkty odrabiali bowiem Trójkolorowi. Wróciły emocje i gra oko za oko. Siła Francuzów pozwoliła, by to oni cieszyli się z prowadzenia na przerwie technicznej 8:7. Pościg trwał w najlepsze, tak jak i błędy z obu stron. Dwugodzinny bój kosztował zdrowie obydwie ekipy. Końcówka była zatem próbą nie tylko techniki, ale i wytrzymałości – szczególnie po tym, jak Polacy wyszli na prowadzenie 12:11, a później dorzucili kolejne oczko. W Tauron Arenie nikt już nie siedział. Wszyscy na stojąco dopingowali swoich ulubieńców, którzy nie pozwalali sobie już na błędy, i jako pierwsi stanęli przed szansą zakończenia meczu. Pierwszy Matchball. Serwis Kuby Kochanowskiego… i jęk zawodu – piłka utkwiła w siatce. Druga piłka meczowa zatem do obronienia po zagrywce Francuzów. Dobre przyjęcie, odrobina szczęścia w wymianie, później kolejne dobre przyjęcie, wystawa i ostatecznie celny atak – tak właśnie wygrany został Tie-Break stosunkiem 15:13.

Czy to była zasłużona wygrana? Z pewnością: tak! Czy były potrzebne nerwy i stres aż do końca? W mojej ocenie nie! Szczęśliwie prawie pełna hala obejrzała biało-czerwonych na fali. Walecznych, z charakterem. Polski kibic jest wymagający. Dla niego najważniejszym spotkaniem będzie jednak konfrontacja z odwiecznym rywalem – Rosją.

Pechowo Trójkolorowi dwukrotnie przegrali - fot. Materiały OrganizatorówKuba Kochanowski jeden z asów w tali Heynena - fot. Materiały Organizatorów4 i 5 set pokazały charakter Polaków - fot. Materiały Organizatorów

Polska – Francja 3:2 (30:28, 21:25, 22:25, 25:21, 15:13)

Polska: Nowakowski, Konarski, Kurek, Szalpuk, Schulz, Drzyzga, Łomacz, Kubiak, Śliwka, Kochanowski, Kwolek, Bieniek, Fornal. Libero: Wojtaszek, Zatorski.

Francja: Patry, Toniutti, Tillie, Lyneel, Ngapeth, Le Roux, Brizard, Boyer, Le Goff, Bultor, Rossard, Chinenyeze. Libero: Grebennikov, Mouiel.

Sędziowie: Maciej Twardowski – Szymon Pindral

Inne z tej kategorii

ME siatkarek – Polska – Portugalia 3:0

Redakcja

Grzegorz Kosok: Każdy z nas oczekiwał troszeczkę więcej

K Wólczyńska

#MKSBędzin: Trudny start sezonu

Tomasz Kalembka: Nie mieliśmy nic do stracenia

K Wólczyńska

Jest decyzja PLS w sprawie meczu finałowego

K Wólczyńska

Karol Butryn: Liczyłem na dużo lepsze wyniki sportowe

K Wólczyńska

Łukasz Żygadło: To rozgrywający kreuje grę

K Wólczyńska
Gazeta Jutro