Polska

Duda-Trump: postęp ws. F-35, wizy i ustawa 447

Polska wiąże poważne nadzieje z wizytą prezydenta Andrzeja Dudy w Waszyngtonie. Szef gabinetu prezydenta RP Krzysztof Szczerski zapowiedział, że spotkanie przywódców USA i Polski może być przełomowe.

Rozmowy Duda ~ Trump – fot. © Sputnik . Mikhail Turgiev

Trump. Fort Trump

Temat obronności jest na pierwszym planie. Nieoficjalnie USA nie chcą stałych baz w Polsce. W ocenie ekspertów to jednak nie powstrzymuje polskiej strony. Polacy robią wszystko, żeby przekonać Waszyngton do konieczności utworzenia stałej bazy wojskowej, i gotowi są drogo okupić swoje bezpieczeństwo. Warszawa oświadczyła nawet, iż jest gotowa wydać 1,5-2 mld dolarów na utworzenie stosownej infrastruktury pod amerykańską bazę wojskową. „Jest to bezprecedensowa sytuacja, w której państwo, które nie znajduje się ani w stanie wojny, ani jakiegoś bezpośredniego zagrożenia, wręcz błaga, żeby ktoś rozmieścił na jego terenie obce wojska, i jest gotowe nie tylko wydzielić na to miejsce, ale również dopłacić do całej tej zabawy” – stwierdził w rozmowie ze Sputnikiem politolog, prezes Stowarzyszenia Europejska Rada na rzecz Demokracji i Praw Człowieka Janusz Niedźwiecki.

Sprawa zwiększania zaangażowania militarnego Stanów Zjednoczonych w Polsce, aż do budowy tak zwanego Fort Trump, w mojej ocenie przybrała dość groteskowy wymiar i wystawia Polskę w bardzo złym świetle na arenie międzynarodowej. Do amerykańskich baz dopłacają tylko i wyłącznie państwa, które zostały przez Stany Zjednoczone podbite, jak na przykład Japonia czy Niemcy. Natomiast tak zwane państwa sojusznicze właściwie albo dogadują się w ten sposób, iż udostępniają miejsca do tych baz. Albo też, jeśli odgrywają znaczącą rolę geopolityczną w planach Stanów Zjednoczonych, to USA w jakiś sposób dofinansowują takie państwo, czy to przez transfer technologii militarnych, czy poprzez sprzedaż dodatkowego uzbrojenia. W przypadku Polski nic takiego nie występuje – powiedział Janusz Niedźwiecki.

Polska – teren pod rozwój F-35

Polska finansowo zasila amerykański przemysł zbrojeniowy, podpisując coraz to nowe kontrakty na zakup sprzętu. Resorty wojskowe kupiły już od USA sprzęt na sumę 19 miliardów złotych: 16 mld złotych kosztował zakup pierwszego pakietu Patriotów, 1,5 miliarda – systemy Himars, kolejne 1,5 mld Polska zapłaciła za śmigłowce dla armii i policji. Teraz prowadzone są rozmowy w sprawie zakupu F-16, rozważany jest też zakup bajecznie drogich myśliwców bombowców piątej generacji F-35. Zdaniem politologa, amerykanisty Dmitrija Drobnickiego niewykluczone, że USA delikatnie popychają Warszawę do zakupu tych maszyn, bo poprzednie plany dotyczące sprzedaży F-35 sojusznikom nie zostały zrealizowane.

Sytuacja ma związek z interesami USA, tak jak rozumie je Trump. Amerykański prezydent ma olbrzymią chęć sprzedaży własnej nowoczesnej broni, tym bardziej że F-35 ma poważne problemy, to fakt powszechnie znany. Na obecny moment jedynym krajem, który z powodzeniem eksploatuje F-35, jest Izrael. W innych miejscach albo nie podpisano umów, albo kraje nie są gotowe do eksploatacji tej bardzo drogiej zabawki wojskowej, która wymaga jeszcze dopracowania w toku realnej eksploatacji w rozmaitych warunkach. Stanom Zjednoczonym bardzo zależy, aby znacznie większe grono państw wykorzystywało tę maszynę, zebrało dane, żeby Lockheed Martin mógł zostać udoskonalony. Na jego opracowanie uszło już bardzo dużo czasu i wiele miliardów dolarów – mówi ekspert.

Jego zdaniem, jeśli Polska zechce kupić te samoloty, pokaże „żywe” pieniądze i zagwarantowane kredyty, pokaże, że zamierza przezbroić swoje siły powietrzne, ten kontrakt dojdzie do skutku. Politolog zwraca jednak uwagę na to, że amerykańscy wojskowi będą przy tym bardzo zaniepokojeni.

Przypomnijmy sobie, dlaczego USA nie sprzedały Turcji F-35. Dlatego że Turcja postanowiła zakupić S-400. Mając na uwadze, że u granic Rosji ciągle toczy się jakaś gra między siłami powietrznymi Rosji i krajami NATO, to może tak się zdarzyć, że F-35 będą obserwowane na żywo. Można będzie zobaczyć jakość F-35 i to da Rosji więcej informacji o tych samolotach. Dlatego (amerykański – red.) resort wojskowy może wziąć to pod uwagę i nie spieszyć się (ze sprzedażą F-35 Polsce)” – uważa Dmitrij Drobnicki.

Warszawa i Waszyngton mają różnych wrogów?

W ogóle nie należy mówić, że Donald Trump ma strategiczne cele w Europie Wschodniej – twierdzi amerykanista. Raczej na odwrót: to państwa Europy Wschodniej ciągle ciągają go za rękaw, pokazując palcem na Wschód, jak gdyby mówiąc: „Stąd nadciąga zagrożenie, musisz nas obronić!”. I Waszyngton w tej sytuacji podejmuje jakieś symboliczne działania.

Z tym, że nie leży to w centrum amerykańskiej polityki. Trumpa dużo bardziej interesuje irański, południowo-amerykański kierunek, powstrzymywanie Chin” – przekonuje Dmitrij Drobnicki. Z taką tezą zgadza się polski politolog Janusz Niedźwiecki. “Waszyngton próbuje przesunąć swoje zaangażowanie militarne bliżej Chin, ponieważ tam znajduje się jego główny przeciwnik geopolityczny. Natomiast Rosja de facto nie jest dla Stanów Zjednoczonych żadnym wyzwaniem ani militarnym, ani geopolitycznym. Jest jedynie państwem, które Stany Zjednoczone muszą zneutralizować przed ewentualną potyczką z Chinami, aby w trakcie nader prawdopodobnego konfliktu USA z tą potęgą nie mogła się opowiedzieć po stronie Chin. Czyli odbędzie się to albo poprzez uwiązanie Rosji w jakiś konflikt, na przykład na Ukrainie czy w krajach bałtyckich, albo poprzez dogadanie się i przeciągnięcie jej na stronę Stanów Zjednoczonych. Chociaż to, w wyniku rusofobicznej nagonki demokratów po przegranych przez Hillary Clinton wyborach prezydenckich, wydaje się na ten moment niemożliwe” – mówi politolog.

Ustawa 447: Polska się nie wykręci

Waszyngton wiąże też pojawienie się „Fort Trump” w Polsce z bezwzględną realizacją przyjętej przez amerykański Kongres ustawy 447, która przewiduje zwrot obywatelom Izraela majątku utraconego na terytorium Polski w latach II wojny światowej, a także pozwala organizacjom żydowskim wysuwać wobec Polski roszczenia o wypłatę odszkodowania za własność Żydów zabitych w czasie okupacji nazistowskiej. Nic nie wskazuje na to, że strona polska ją uzna. Ale przecież to Kongres zatwierdza wydatki na cele wojskowe.

Zapytany przez Sputnika, czy może wpłynąć to na decyzję w sprawie obecności amerykańskich wojsk na terytorium Polski, Janusz Niedźwiecki wyraził opinię, że „będzie się to z tym wiązać, bo ustawa 447 tak naprawdę jest dopiero przedbiegiem przed kolejnymi krokami wywierania presji na Polskę w sprawie roszczeń”. „Moim zdaniem reakcja na to i protesty związane z tą ustawą są jak najbardziej słuszne, ponieważ należy reagować od razu wobec całkowicie nieuzasadnionych, niesprawiedliwych roszczeń. Natomiast głosy mówiące o tym, że żądanie roszczeń nastąpi w bardzo szybkim czasie, są w moim odczuciu bardzo przesadzone. Przypomnę, że ta ustawa de facto zobowiązuje najpierw do przygotowania dla Kongresu raportu, dotyczącego roszczeń. Dopiero po tym, jak ten raport zostanie przygotowany, można się spodziewać kolejnej ustawy, która w jakiś sposób potępi Polskę. Następnie (bo taka jest logika i tak jest w innych państwach) będzie miała miejsce jakaś mniej lub bardziej łagodna reakcja polityczna”.

Dmitrij Drobnicki wyjaśnia: w USA działa taki system, że jeśli sądy wydają decyzje i Kongres wspiera je wobec pozwów obywateli przeciwko obcym państwom, to niewiele da się z tym zrobić. Ekspert przypomniał, że pod koniec prezydentury Baracka Obamy Kongres postanowił, że obywatele USA mogą wysuwać pozwy wobec Arabii Saudyjskiej za 11 września 2001 roku. Wówczas Barack Obama nałożył weto i Kongres łatwo z nim sobie poradził.

W danym przypadku sytuacja jest nadzwyczaj delikatna. Za rządów Baracka Obamy mówiono o niej mało. Za rządów Trumpa sytuacja się zmieniła. Tym bardziej że Izrael jest sojusznikiem Stanów Zjednoczonych. Polska może nie zgadzać się na realizację tej ustawy, ale jeśli pozew wejdzie w życie, to mając na uwadze to, jak agresywnie Amerykanie rozprzestrzeniają swoje prawo, jak eksterytorialnie traktują decyzje swoich sądów, to polski resorty i firmy, wobec których padnie żądanie spłaty odszkodowania, mało co uratuje. Jeśli Polska nie zajmowałaby się handlem międzynarodowym, to wobec niej niewiele można by było zdziałać. Ale ponieważ Polska funkcjonuje w ramach gospodarki europejskiej i globalnej, to Amerykanie znajdą sposób na ściągnięcie pieniędzy z tych, których uznają za stronę pozwaną w pozwie, do którego przychylił się amerykański sąd – wyjaśnił Dmitrij Drobnicki.

Po co Stanom Zjednoczonym europejskie „Trójmorze”

Warszawa jest głównym sojusznikiem Waszyngtonu w Europie Wschodniej. Weszła do „pierwszej ligi” za rządów Busha seniora w 2003 roku, kiedy wiele państw Europy Zachodniej, w tym Francja i Niemcy, nie wsparły interwencji na Irak. I administracja Busha zaczęła rozwijać szczególne stosunki z państwami Europy Wschodniej, które poparły iracką kampanię. Amerykanie chwalili zwłaszcza Polskę. I wówczas nastąpiły złote lata dla relacji z tymi krajami. I do tej pory państwa te uważają, że znajdują się w centrum interesów amerykańskiej administracji.

Jednak Dmitrij Drobnicki się z tym nie zgadza

Dziś to nie do końca tak. Trump znajduje tylko słowa pochwały pod adresem państw Europy Wschodniej, dlatego że wiele z nich niedawno dołączyło do NATO i wydaje na swoją obronę przewidziany Kartą NATO procent PKB”. Tym nie mniej ciekawy jest fakt, że ze spotkaniem Duda – Trump zgrano szczyt przywódców państw inicjatywy Trójmorza, który odbył się  w Lublanie. Polskę reprezentował prezydent Andrzej Duda. Gośćmi byli sekretarz energetyki USA Rick Perry i szef Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker. Po raz pierwszy w szczycie wzięły udział Niemcy w charakterze obserwatora. Krzysztof Szczerski sugerował, że podczas wizyty w Białym Domu będzie między innymi omawiana obecność biznesowa w infrastrukturze energetycznej regionu. Trójmorza. Zdaniem Janusza Niedźwieckiego, jest to dowodem na to, iż w tej inicjatywie Amerykanie dostrzegli swoją szansę – szansę na realizację swoich interesów geopolitycznych. “Z amerykańskiego punktu widzenia, jeżeli udałoby się zdominować politycznie tę inicjatywę, mogłaby ona pozwolić na lepszą realizację doktryny Brzezińskiego, zakładającej budowę pasma pomiędzy Rosją a Niemcami tak, aby trwale je oddzielić od siebie czy też uniemożliwić jakąkolwiek integrację niemieckiego wysoko rozwiniętego przemysłu z rosyjskim zapleczem surowcowym. Gdyż ta współpraca mogłaby w perspektywie kilkudziesięciu lat przekształcić się w nowy blok geopolityczny, który by zagroził dominacji Stanów Zjednoczonych” – powiedział politolog.

Drugi cel, jaki Amerykanie próbują realizować poprzez tę inicjatywę, Janusz Niedźwiecki widzi w osłabianiu eurointegracji. Uważa, że ten fakt, iż początkowo do tej inicjatywy nie były zaproszone Niemcy, pokazuje, że chodzi o stworzenie takiego silnego bloku państw w obrębie Unii Europejskiej, który mógłby przeciwstawiać się obecnej dominacji triumwiratu francusko-włosko-niemieckiego.

Miałoby to również osłabiać samą Unię Europejską pokazując, że państwa Europy Środkowo–Wschodniej de facto nie są skazane na współpracę jedynie w obrębie Unii Europejskiej. Mogą bowiem stworzyć jakiś alternatywny sojusz, co miałoby jakby zachęcać je do tego, aby były mniej ugodowe, jeśli chodzi o wszelkiego rodzaju inicjatywy przyśpieszające procesy eurointegracji. Czyli de facto w tym wymiarze inicjatywa Trójmorza jest trochę rozbijacka w obrębie Unii Europejskiej, ale kolejny raz zaznaczam, że tylko w przypadku, jeśli Amerykanom uda się przejąć w niej dowództwo” – stwierdził rozmówca Sputnika. Zwraca też uwagę na udział Niemców, które początkowo próbowały to bagatelizować, ale ze względu na to, iż Amerykanie niejako zachęcają kraje członkowskie Inicjatywy Trójmorza do jej dalszego rozwijania, nie chcą też dalej przyglądać się z boku i czekać, jak sytuacja będzie się rozwijać. Podjęli wyzwanie i zamierzają włączyć się do inicjatywy.

Jestem ciekaw, czy im się uda i czy zostaną przyjęci na członka, ale sam fakt, że są na razie tylko obserwatorem, jest dość wymowny. Wskazuje bowiem na to, że obecność Niemiec w tej inicjatywie jest niewygodna, a to oznacza, że cele są nieco szersze, niż tylko i wyłącznie budowa i rozbudowa infrastruktury w krajach Europy Środkowo–Wschodniej” – stwierdził politolog.

Trzeci wątek, który wyłonił, to kwestia tego, że Amerykanie chcieliby wykorzystać tę inicjatywę do intensywniejszego zwiększenia możliwości sprzedawania swej produkcji energetycznej, przede wszystkim gazu skroplonego. Właśnie z tego względu osoba odpowiedzialna za problemy energetyki w administracji amerykańskiej była gościem na tym szczycie.

Amerykańskie władze aktywnie występują przeciwko projektowi Nord Stream 2, twierdząc, iż negatywnie wpływa na bezpieczeństwo energetyczne Europy. Departament Stanu USA uważa, że Unia Europejska powinna aktywnie przeciwdziałać budowie Gazociągu Północnego 2. Nawołuje przy tym Europę do kupowania gazu „ze źródłem demokratycznych” i zwiększa inwestycje amerykańskich firm w europejską gałąź energetyczną.

Wspierając w tej kwestii USA, Polska jest także kategorycznie przeciwna projektowi, tłumacząc to koniecznoścuą dwyersyfikacji dostaw surowców, żeby uwolnić się od gazowej zależności od Rosji. I nawet tutaj gotowa jest płacić, a dokładniej przepłacać, za import amerykańskiego LNG.

Do sojuszników z wizą

Już wiadomo, że Andrzej Duda w środę podpisze umowę polityczną o zwiększeniu zaangażowania militarnego USA nad Wisłą. Ale pozostaje jeszcze szereg spraw, które zdaniem rozmówców Sputnika nie zostaną rozstrzygnięte. Jedna z nich – problem zniesienia wiz dla Polaków. Polska, na równi z Bułgarią, Rumunią, Chorwacją i Cyprem, jest krajem, którego obywatele potrzebują wizy, aby wjechać na terytorium USA. Pozostałe państwa Unii Europejskiej jeżdżą do Stanów bez wiz. Tymczasem Warszawa zezwoliła Amerykanom wjeżdżać na terytorium Polski bez wiz już w 1991 roku. Każdemu spotkaniu polskiej delegacji z przedstawicielami administracji kolejnego amerykańskiego prezydenta towarzyszą takie oczekiwania, a następnie – utracone iluzje. Jednocześnie za zmianę przepisów wizowych odpowiada Kongres, a nie prezydent.

Warunkiem przystąpienia do programu bezwizowego jest ograniczenie negatywnych decyzji w sprawie wjazdu do USA poniżej 3 proc., ale ten wskaźnik od roku 2018 nadal się waha między 3 – 4 procentami. Według słów Dmitrija Drobnickiego USA w ogóle są niechętnie nastawione wobec ruchu bezwizowego. „Nie jest to problem nowy, dzisiaj nakładają się na to inne względy i obawy nowej administracji, zwłaszcza związane z zagrożeniem terrorystycznym, niechcianą migracją. W tym sensie nie należy się spodziewać, aby ta możliwość została prędko zalegalizowana, w tym dla Polski, wydawałoby się przyjacielskiego kraju i najbardziej oddanego sojusznika NATO w Europie. Waszyngton zawsze miał konserwatywne podejście do ruchu bezwizowego, ale teraz administracja ma szczególny stosunek do zamkniętych granic. “Rozmowy w tej kwestii między Trumpem i Dudą będą miały miejsce, być może padną jakieś obietnice, zorganizowana zostanie kolejna grupa robocza. Ale nie należy się spodziewać, aby amerykański Kongres szybko to poparł” – powiedział Dmitrij Drobnicki.

Janusz Niedźwiecki w ogóle uważa, że wizyta Andrzeja Dudy w USA nie przyniesie żadnych znaczących zmian. „Jest ona de facto początkiem kampanii parlamentarnej wyznaczonej na jesień w Polsce. I później – kampanii prezydenckiej w przyszłym roku. Co więcej, Andrzej Duda już zapowiedział, że chce zaprosić Donalda Trumpa na obchody rocznicy  wybuchu II wojny światowej 1 września do Polski. Jeśli Donald Trump przyjmie to zaproszenie, to będzie to jednoznacznie sygnalizowało, iż weźmie aktywny udział w kampanii parlamentarnej w Polsce, wspierając jedną konkretną opcję polityczną. Jeśli  Trump znajdzie w swoim grafiku czas na to, aby odwiedzić Polskę,  to należy, oczywiście, uznać tę wizytę za bardzo udaną dla Andrzeja Dudy, i za jeszcze bardziej udaną dla Prawa i Sprawiedliwości, ponieważ tak prestiżowa wizyta Donalda Trumpa w Polsce przed samymi wyborami parlamentarnymi na pewno będzie miała znaczący wpływ na wynik wyborów w Polsce. Chociaż uważam, że ta wizyta nie przyniesie żadnych znaczących zmian. Głównie z uwagi na to, że zbliżają się też wybory prezydenckie w Stanach Zjednoczonych. Punkt ciężkości przesuwa się na sprawy wewnątrz-amerykańskie” – powiedział na zakończenie Janusz Niedźwiecki.

———

Autorem i dostawcą informacji jest
Sputnik News

Inne z tej kategorii

Koniec protestu taksówkarzy w Warszawie

M Miter

Niemcy spalają blisko połowę węgla zużywanego w UE

Redakcja

MRPiPS: 500 plus niezagrożone przez płacę minimalną

Redakcja

Komisja Krajowa NSZZ „Solidarność” o niszczeniu pomnika ks. Jankowskiego

Redakcja

Szef ECS korzysta z komunalnego mieszkania

Redakcja

MSZ: Wizyta ministra Jacka Czaputowicza w Republice Islandii

Redakcja
Gazeta Jutro