Miłosz Festival 19'

Marta Podgórnik laureatką Nagrody im. Wisławy Szymborskiej

Poetka otrzymała wyróżnienie za tom „Mordercze ballady”. Wczorajsza gala zakończyła, trwający od czwartku, Festiwal Miłosza.

Gala Nagrody im. Szymborskiej fot. Edyta Dufaj, KBF
Niełatwo stworzyć tom nowy i własny jednocześnie. Marta Podgórnik, autorka wielu poetyckich książek dokonuje tego w wielkim i rozpoznawalnym stylu, w którym zawierają się elementy stałe jej poetyckiego warsztatu: chwyt przerzutni, określone sylabiczne metrum, gra z konwencją literacką, wyjątkowa zupełnie liryczna świadomość i odwaga dzielenia się trudną niekiedy intymnością – mówiła podczas gali w Centrum Kongresowym ICE członkini kapituły Nagrody im. Wisławy Szymborskiej – Dorota Walczak-Delanois. ­– Niech nas nie zmyli morderczy epitet. W „Morderczych balladach”, chodzi o życie.

„Mordercze ballady” wydane przez Biuro Literackie to ósmy, a licząc publikacje zbiorcze jedenasty, tom Marty Podgórnik. Krytycy, pisząc o książce, podkreślali m.in. jej muzyczny rytm, ironię i przewrotność frazy.

Nie wierzę, że to się dzieje. Być może jest to sen, z którego się obudzę, ale nawet jeśli to i tak nie będę miała żalu, bo w takiej chwili myślę o Wisławie Szymborskiej i Czesławie Miłoszu, patronie wspaniałego festiwalu, który zawsze jest dla mnie źródłem wzruszeń i uniesień – mówiła Podgórnik odbierając wyróżnienie. – Nie jestem w stanie powiedzieć nic więcej poza tym, że poezja naprawdę zmienia świat.

Jakub Kornhauser fot. Edyta Dufaj, KBF

Nagroda im. Wisławy Szymborskiej, na którą składają się statuetka i 100 tys. złotych, została wręczona po raz siódmy. W tej edycji obok Marty Podgórnik do wyróżnienia nominowani byli: Kamila Janiak („Wiersze przeciwko ludzkości”), Piotr Janicki („Psia książka”), Marzanna Bogumiła Kielar („Nawigacje”) i Robert Król („Polka”).

Wieczorną galę poprzedził dzień, wypełniony festiwalowymi spotkaniami i dyskusjami, które tym razem można by opisać jako podróż przez mniej znane lub nieco zapomniane literackie kręgi. Bella Szwarcman–Czarnota, Joanna Oparek i Marta Eloy–Cichocka, czytając fragmenty zbioru „Moja dzika koza. Antologia poetek jidysz”, zabrały festiwalową publiczność do świata, który do niedawna znajdował się za podwójnym murem: murem języka i murem płci. – Ta twórczość gra z tradycją w sposób, który sprawia, że nie daje się wtłoczyć w schematy, kojarzone z poezję żydowską i poezją jidysz – mówiła Szwarcman–Czarnota. Lektura wierszy przeplatana była opowieściami o losach pisarek, nierzadko równie fascynujących, co ich twórczość.

Rozmową o niezwykłej postaci było też spotkanie poświęcone Annie Świrszczyńskiej, poetce która choć była jedną z najważniejszych i najciekawszych twórczyń ubiegłego wieku, nie funkcjonuje w literackim kanonie. – Język i treść jej twórczości, do dziś uderza jak obuchem, zachwyca minimalizmem, wrażliwością na język, aktualnością feministycznych postulatów – mówiła prowadząca dyskusję Anna Marchewka. – Jednak mimo tej siły i aktualności, wciąż nie przebija się do szerokiej świadomości. Kto wie, może dlatego że Świrszczyńska zawsze była osobna i z niewieloma było jej po drodze?

„Poetka osobna” to określenie, które pasowałoby też do Alicji Rosé. Twórczyni ta, zwykle kojarzona z ilustracją, wczoraj na scenie Festiwalu Miłosza zasiadła jako poetka, opowiadając o swoim tomie „Północ. Przypowieści”. Książka, będąca próbą zrozumienia co to dziś znaczy być Europejczykiem, powstawała podczas trwających przez kilka lat podróży m.in. do Estonii i Norwegii. – Poruszałam się pociągiem lub statkiem, nie korzystałam z samolotów, bo nie chciałam, żeby w pośpiechu cokolwiek mnie ominęło. Wracałam do tych samych miejsc wielokrotnie, a kiedy już wróciłam zostawała w nich na dłużej, próbując uchwycić i przeanlizować zmiany zachodzące na naszym kontynencie – tłumaczyła.

Tomas Venclova fot.Monika Stolarska, KBF

Wczorajszy dzień, a zarazem tegoroczny Festiwal Miłosza zamknęło spotkanie z Tomaszem Venclovą – jednym z najwybitniejszych żyjących litewskich poetów, którego wymienia się jednym tchem z Josifem Brodskim i Czesławem Miłoszem.

Choć festiwal dobiegło końca, poezja jego gości pozostaje z nami m.in. za sprawą tomików, których wydanie towarzyszyło tej edycji wydarzenia. Są to m.in. Saleh Diab „Odległy dzień” (tłum. Agata Kozak ) Elena Fanailova, Szybki numerek w hotelu Europa (tłum. Leszek Szaruga), Ferida Duraković, „Serce ciemności” ( tłum. Magdalena Koch) i Denise Riley „Szantung” (tłum. Jerzy Jarniewicz).

———

Autorem i dostawcą informacji jest
Krakowskie Biuro Festiwalowe

Inne z tej kategorii

Festiwal Miłosza już za nami. Jak wyglądała jego ósma edycja?

Redakcja

Już jutro rozpoczyna się 8. Festiwal Miłosza!

Redakcja

Poeci to chuligani! Drugi dzień Festiwalu Miłosza

Redakcja

Miłosz Festival ’19 – widziany okiem obiektywu

M Lebiest

Oswajanie języka. Za nami trzeci dzień Festiwalu Miłosza

Redakcja

O poezji i władzy, czyli pierwszy dzień Festiwalu Miłosza za nami

Redakcja
Gazeta Jutro